Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunezja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 maja 2011

Wąbrzeźno - czyli miejsce pozytywnej energii i ludzi żyjących z pasją



W piątek 20 maja 2011 Africae Deserta Project - Stowarzyszenie Współpracy Polsko - Marokańskiej zostało zaproszone przez Klub Włóczykij działający przy Stowarzyszeniu Rozwoju i Wspierania Społeczeństwa Obywatelskiego "Inicjatywa" do przygotowania i poprowadzenia cyklu Warsztatów Kultury Marokańskiej oraz prezentacji pt. "Perły Maghrebu - czyli Afryka Północna nie tylko dla odważnych". WKM odbyły się w szkole podstawowej w Myśliwcu koło Wąbrzeźna a pokaz w Wąbrzeskim Domu Kultury. Obydwa spotkania dostarczyły nam niezapomnianych wrażeń.


Całość rozpoczęliśmy warsztatami dla dwóch grup dzieci w klasach 0-1 oraz 2-3 w szkole, która powitała nas bardzo gościnnie i serdecznie. Jak zwykle zostaliśmy również żywiołowo przyjęci przez dzieci, które z wielką ciekawością i zaangażowaniem uczestniczyły we wszystkich częściach zajęć. Główną ideą jest zawsze przybliżenie dzieciom tego egzotycznego, afrykańskiego kraju poprzez odbiór wieloma zmysłami. Na wstępie był pokaz slajdów a następnie część kulinarna z degustacją potrawy tajin (tadżin), arabskiego chleba "hubz" oraz daktyli i pomarańczy by wreszcie całość zakończyć interaktywnym pokazem ciekawostek w postaci różnokolorowego piasku z pustyni, zasuszonego skorpiona, oryginalnych bębenków czy też piaskowych "róż pustyni".


Dzieciaki z Myśliwca wykazały się niezwykłą wiedzą, zadziwiły nas odwagą wkraczania w nieznane i zaskoczyły aktywnym udziałem w interaktywnym pokazie. Poziom swej wiedzy udowodniły szybko rozwiązując trudną krzyżówkę i odpowiadając na nasze pytania, nie zawsze proste i łatwe.
Na Warsztatach Kultury Marokańskiej dzieci mogą wszystkiego dotknąć, powąchać i posmakować tak by jak najbardziej utrwalić wrażenia oraz wywołać zaciekawienie i pasję podróży. Całości towarzyszy tło różnorodnych utworów muzyki arabskiej, które dodatkowo pomagają przenieść się w wyobraźni w odległe strony Maroka.



Myślę, że oprócz Wąbrzeskiego Klubu Włóczykij a szczególnie jego aktywnego członka Pana Marcina Lewickiego wielkie podziękowania należą się tu również Pani Marzenie Prusakowskiej, dyrektor Zespołu Szkół w Myśliwcu, która pomogła zorganizować zarówno to, jak i wcześniejsze spotkania z podróżnikami. Musimy przyznać, że postawa Pani Marzeny, jej ciekawość świata, otwartość na inne kultury i zaangażowanie zasługuje na nasze uznanie. Jak zwykle najwięcej zależy od aktywności i chęci działania a tej jak mogliśmy odczuć tak w Wąbrzeźnie jak również w Szkole w Myśliwcu nie brakuje.

Po południu udaliśmy się wraz z Panem Marcinem do Wąbrzeskiego Domu Kultury by poprowadzić prezentację na temat podróży po Tunezji i Maroku. A tam ku naszemu zaskoczeniu telewizja, prasa, wywiady - poczuliśmy się jak gwiazdy. Było nam strasznie miło, choć na początku czuliśmy się nieco onieśmieleni. Frekwencja dopisała ale patrząc po publiczności nie do końca wiemy czy największego wpływu na to nie miał zbliżający się termin egzaminów i końca roku szkolnego oraz związana z tym chęć uzyskania dodatkowych punktów u nauczycieli ;-) Abstrahując jednak od motywów, którymi kierowali się uczestnicy jak zawsze bardzo było nam miło zabrać wszystkich w wirtualną podróż do dwóch "Pereł Maghrebu" jak nazywane są często Tunezja i Maroko. Pokaz trochę się przeciągnął w czasie, dlatego w tym miejscu jeszcze raz pragniemy podziękować uczestnikom za cierpliwość i "wysiedzenie" do końca. Przy okazji pokazu odbyły się dwa konkursy, w których nagrodami były otrzymany od wydawnictwa Berlitz wspaniały przewodnik po Maroku oraz zestaw naturalnych, oryginalnych kosmetyków marokańskich ufundowany przez firmę Maroko Sklep. Po pokazie wszystkich zgromadzonych zaprosiliśmy na prezentację kosmetyków pochodzących z Maroka, w tym "złota berberów" - oleju arganowego. Było to możliwe dzięki wspomnianemu importerowi prowadzącemu sklep internetowy.


Naszą wizytę zakończył wspólny wypad do kawiarni z grupą nowych znajomych, gdzie już mniej formalnie mogliśmy podzielić się wrażeniami, opowiedzieć o naszych planach i posłuchać o barwnym życiu Wąbrzeźna. Dzięki osobom tworzącym tą społeczność, ich aktywnym działaniom widzimy, że wielkość miejscowości nie jest adekwatna do ilości wydarzeń, które się w niej dzieją. To ciekawi ludzie z pasją tworzą miejsca pełne pozytywnej energii. I za to właśnie im dziękujemy ;)




sobota, 5 lutego 2011

efekt motyla

Mój własny brat w swej wielkiej życiowej mądrości napisał do mnie:
"Jak to jest, że gdzieś w małej miejscowości na placu w Afryce mały motyl zatrzepocze skrzydłami i tym samym zrujnuje cały misterny plan pewnej rodziny w zupełnie innym zakątku świata... ?"

Jaka jest przyczyna, że podniesiona w górę pięść, ciągnie za sobą tysiące innych? Z jakiego powodu podniesiony sztandar wolności może być nazwany raz "jaśminowym", innym razem "krwawym"?
Ktoś mający dość zatrzepotał skrzydłami sprawiedliwości, rozpętał burzę, pociągnął innych czujących podobnie. Głos wołania z kilkunastu tysięcy gardeł rozniosła się jak fala uderzeniowa i powędrowała w świat. Dotarła też do nas.
Nas akurat dotyczy to może bardziej niż innych. Z miłości do Tunezji cieszymy się, że próba ułożenia przyszłości nie idzie w parze z masowym okrucieństwem. Z miłości do Egiptu - krwawi nasze serce, że na ulicach giną jego mieszkańcy, być może osoby, które znamy, które spotkaliśmy. Bo dla nas najważniejsi są ludzie. Polityką się nie zajmujemy, nie mamy na nią czasu i ... ochoty zresztą też nie. Cieszymy się szczęściem naszych przyjaciół, kiedy im się powodzi i płaczemy razem z nimi w ich niedoli. Trudno jest nie stawać po żadnej ze stron bo...
- Każdy ma prawo walczyć o swoją wolność.
Mam nadzieję, że wolność narodu, kraju, regionu nie zburzy misternie murowanego miesiącami naszego, osobistego wiaduktu do własnego nowego życia.

Dla nas to taka retrospekcja. W Polsce zupełnie nie tak dawno przeżywaliśmy podobne sceny. Chcieliśmy swobody, wolności, pracy i demokracji... Nie udało się bez ofiar. Szkoda, że nie zawsze wychodzi nauka oparta na błędach innych. Nie zawsze też tak można.
Jeśli jest ci źle - krzycz. Jeśli nie możesz wytrzymać -zmień to.
Ważne jest to, co przyniosą ze sobą zmiany. Modlimy się, oby same dobre rzeczy.

Musimy odwdzięczyć się wszechświatowi i wykonać własny efekt motyla. Już dziś wysyłamy Egiptowi, Tunezji, wszystkim krajom Maghrebu i całej Północnej Afryce przesłanie (co prawda indiańskie ale jakże pasujące do obecnej sytuacji):

"...Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś swego dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który z nich zwycięży? -chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię. - odpowiedział dziadek... "







piątek, 4 lutego 2011

dziwny jest ten świat.... - czyli dokąd zmierza północna Afryka

O komentarzu do zamieszek w pólnocnej Afryce myślałam już od kilku dni ale dopiero pewien mail otrzymany wczoraj ostatecznie natchnął mnie do napisania kilku słów.

Tunezja i Egipt - dwa ukochane przez nas miejsca.... byliśmy tam, poznaliśmy je i zostawiliśmy tam kawałek naszego serca ale świat po raz kolejny pokazał jak bieg historii może byc przewrotny. Podczas naszego pobytu w Tunezji nastroje były spokojne, prezydent pojawiał się wszędzie, na bilbordach, plakatach, fotografiach w każdym niemal biurze, hotelu, restauracji a nawet małym przydrożnym barze.... żartowaliśmy nawet, że pewnie jak się otwiera puszkę to też na wieczku od środka jest zdjęcie prezydenta. W całym tym "prezydenckim" jarmarku odniesienie ludzi do jego osoby było zastanawiająco zdystansowane. Nie wypowiadali się źle ale może dlatego, że wogóle unikali jakichkolwiek rozmów o polityce i sytuacji kraju. Większość ludzi skupiała się na przeżywaniu codzienności.


Nie było widać strachu czy też upokorzenia jak to miało miejsce w Egipcie, gdzie wracając autobusem z Kairu byliśmy jedynymi ludźmi w pojeździe, którzy nie czuli przerażenia podczas kontroli policji. Bo Egipt pod wieloma względami jest tak różny od Tunezji jak Polska od Białorusi czy też Ukrainy. Niby oba na tym samym kontynencie, oba podobne kulturalnie a jednak... nie można ich mierzyć tą samą miarą. Nawet konflikt, rewolucja, której początek był w Tunezji, w Egipcie rozrosła się w krwawe zamieszki, których końca nie widać....

Nie wiadomo dokąd to zmierza, czy kolejne arabskie kraje Afryki i Bliskiego Wschodu, jak domino powielą wzór równania na zmiany..... zobaczymy. Podobno 12 lutego mają rozpocząć się zamieszki w Algierii a 20 lutego w Maroku ale ile w tym prawdy i czy "facebook-owym" rewolucjonistom uda się porwać tłumy tego nie wiemy. Wiemy tylko, że całe to zamieszanie dotyka nas osobiście, bo prawie jesteśmy już jedną noga w Afryce. Teraz gdy podjeliśmy decyzję o wyjeździe, może się okazać, że los spłata nam figla i to uniemożliwi.

Dziwny jest ten świat - bo jeszcze kilka miesięcy temu dałabym sobie ręce uciąć, że żadnego konfliktu w  Północnej Afryce być nie może - bo to państwa spokojne i nastawione na turystykę - a nikt przecież nie zabija kury znoszącej złote jajka. A jednak...... byłabym dziś bezręką kaleką...
nigdy nie mów nigdy....

Cóż faktycznie wszyscy zdajemy się być tylko drobinkami kurzu pod stopami przeznaczenia
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ale ponad wszystko życzę Egipcjanom i Tunezyjczykom tego czego pragną najbardziej - demokracji, choć mam wiele obaw o to czy potrafiliby z niej korzystać.... Mam nadzieję, że ta rewolucja, to powstanie ludu nie będzie kolejnym powieleniem historii, która już raz zakpiła sobie z rewolucjonistów w Iranie - i z deszczu pchnęła ich centralnie pod rynnę.... 

"uważaj o co prosisz by nie żałować, że to otrzymałeś"


wtorek, 14 grudnia 2010

the art of word.... - czyli słów kilka o słowach....

Większości ludzi wydaje się, że mówienie to naturalna czynność każdego człowieka... jednak badania nad dziećmi wykazały, że używanie słów jest jedną z większych sztuk, które musimy opanować w życiu. Wymaga dużo nauki ale to, że zaczynamy ją bardzo wcześnie powoduje, że wiele osób potrafi bez jakiegokolwiek skrępowania bawić się słowem. Jak każdą umiejętność możemy oczywiście rozwinąć ją na wiele sposobów i używać często nie zgodnie z przyjętymi normami społecznymi. To właśnie cała magia.... Słowa niczym nóż potrafią wyrzeźbić piękne, delikatne wzory, rozbudzić wyobraźnię, wciągnąć nas w środek opowieści. Użyte jednak nieodpowiednio mogą niczym najostrzejszy nóż zadać najgorsze, nawet śmiertelne rany....

Przed nami jeszcze wiele nauki i mam nadzieję wiele opowieści. Każda następna nadaje nam większej śmiałości i otwartości. Daje niesamowite doświadczenie i pozwala nabywać umiejętność zaklinania wspomnień w słowach....

Jeszcze raz dziękujemy Nadbałtyckiemu Stowarzyszeniu Trans-Misja za zorganizowanie naszego pokazu o Tunezji. Choć pogoda nie dopisała i sypnęło tego dnia mocno śniegiem, nie powstrzymało to kilkunastu osób przed pojawieniem się w sopockim klubie. Było nam naprawdę miło znów choć na chwilę przenieść się do tego niesamowitego miejsca jakim jest Tunezja. Bardzo dziękujemy za uwagę i zainteresowanie.

krótki fragment pokazu można znaleźć tu: http://www.youtube.com/watch?v=_9I-KY626g0

piątek, 26 listopada 2010

"bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie" M.Gandi

Wybaczcie, dziś będzie trochę filozoficznie..... może nawet trochę psychologicznie. Zadumałam się bowiem nad wspaniałą różnorodnością ludzkich istot spotykanych na naszej drodze każdego dnia. To trochę tak jak w  Biblijnym powiedzeniu "poproś a będzie ci dane"..... nie wiem, nawet nie chcę wiedzieć dlaczego tak się dzieje - wystarczy mi prosta kontemplacja faktu, że gdy czegoś mi brakuje, coś chcę zmienić, nad czymś się zastanawiam czy też do czegoś zmierzam pojawiają się niespodziewanie na mojej ścieżce niesamowite osoby... różnych ras, kultur, różnego pochodzenia.... i wraz z nadzieją na otwarcie wielu drzwi za każdym razem otwierają mi serce....

Jak wieczny włóczykij wciąż szukam na siebie rozwiązania.... sposobu na swój nienasycony głód wyzwań, wiedzy, wrażeń. I tak, całkiem niespodziewanie, przypadkowo, w zawirowaniach przesłanych dokumentów, w gąszczu słów i myśli natrafiłam na prawdziwy skarb. Ponieważ jestem równaniem z wieloma niewiadomymi możliwe, że rozwiązania na siebie nadal nie znajdę ale napewno znajdę masę inspiracji.... napewno znajdę przystanek, by stać się na chwilę opowieścią.... by podzielić się swoją fascynacją.... pozwolić innym zobaczyć coś moimi oczami.... namalować słowem obrazy wyobraźni...

trans-misjanka, kobieta zwana przez niektórych Korsyką (zamiast Martyniki) dała mi szansę kolejny raz stać się ambasadorem najmniejszej perły Maghrebu...

zbieg okoliczności.... ?  - ja to nazwywam szczęściem....

http://www.hussan.republika.pl/tunezja.html

poniedziałek, 12 lipca 2010

niebieskie drzwi i okna...

jesteśmy specjalistami od łączenia praktycznego z pożytecznym, więc w poszukiwaniu materiałów do pracy dyplomowej postanowiliśmy trochę pojeździć, trochę popracować i trochę się pobyczyć. cel: południowa Tunezja.

byliśmy mile zaskoczeni poziomem usług transportowych dla indywidualnie podróżujących i tym, jak wszystko jest tam pod tym względem poukładane. pociągi, autobusy liniowe, louage i taksówki. sprawdziliśmy wszystkie te środki transportu, dołączając do tego jeszcze autostop. jest kilka zakątków w tym uroczym kraju warte wspomnienia. trasa wiodła z Tunisu, do Tozeur i pętlą przez Kebili, Douz, Gabez, Matmatę, Sfax, El-Jem, Sousse aż do Nabeul.



osobną wyprawę zorganizowaliśmy sobie do świętego miasta Kairouan, gdzie słońce bezlitośnie paliło skórę w bezwietrzny dzień. po przejściu souku i okrążeniu „zamkniętego” miasta (były czasy, kiedy niewiernym nie wolno było przekroczyć bram) weszliśmy na dziedziniec Wielkiego Meczetu, gdzie w cieniu minaretu chłodziliśmy głowy. potem do muzeum dywanów a na koniec na basen. tak dokładnie to „do basenów”, bo chyba tylko otępiałe z gorąca umysły mogły przeobrazić zbiorniki wody pitnej (baseny aghlabidów) w jakiś aqua-park.

punkt obowiązkowy to amfiteatr w El-Jem, oazy górskie Chebika i Tamerza oraz podziemne domy w Matmacie. Koniecznie trzeba zostać tam na noc. W hotelu złożonym z kilku podziemnych domostw, w pokojach wykutych w podziemnej skale. Tłoku nie było, oprócz nas para farncuzów i trzyosobowa ekipa z niemiec. atmosfera kameralna, wręcz rodzinna. spacerkiem obeszliśmy okolice. zostaliśmy zaproszeni do obejrzenia nadal funkcjonującego domu głęboko ukrytego w ziemi. potem weszliśmy na wzgórze aby oddać się urokowi zapadającego leniwie, niemal purpurowego słońca. w Matmacie elektryczność jest od niedawna. wcześniej zdarzało się, że po zmroku ktoś wpadał „z wizytą” do wydrążonego w ziemi domu… szkoda tylko, że z wysokości sięgającej 8-10 metrów.



znaleźliśmy na półwyspie Cap Bon dziką plażę. czystą, cichą, z jaśniutkim piaskiem i lazurową wodą. na szerokiej i ciągnącej się aż po wzgórza kończące przylądek, siedzieliśmy tylko z kilkoma miejscowymi chłopcami grającymi na plaży w piłkę. spokój, błogostan i cicha muzyczka dobiegająca z plażowej budki pomalowanej w rastamańskie, tęczowe kolory sprawiły, że czas gdzieś nam umknął.

z gorącego jak patelnia Douz, z tej bramy pustyni, znanego z festiwalu saharyjskiego, z tej wielbłądziej „mekki” przenieśliśmy się do miasta, jakby „wyrwanego” greckim wyspom. na skalistych wzgórzach, na północny-wschód od Tunisu leży malownicze miasteczko Sidi bou Said. Fioletowe i czerwone kwiaty opadają na białe ściany budynków, kontrastujące z przepięknymi, błękitnymi drzwiami i oknami. to tam, poszliśmy w orszaku panny młodej, odprowadzając ją do domu przyszłego męża klaszcząc i nucąc wesoło.



po podróży pozostało ponad dwa tysiące zdjęć, wspomnienia i piasek z sahary. pozostała też przepiękna praca dyplomowa, która oprócz faktów i wykresów, udowadnia stawianą tezę ale co ważniejsze zawiera część nas samych…
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...