poniedziałek, 16 maja 2011

rozwiązanie konkursu "Berlitz i arabia od kuchni"

Na samym wstępie pragnę podziękować za wszystkie przepisy, które do nas dotarły. Kochani, macie moc i kreatywność - wiemy to, bo musieliśmy się nieźle nagimnastykować żeby podołać trudom kulinarnej (nie ma co ukrywać, nierównej) walki. Podziękowania należą się również niestrudzonym bloggerkom, które wsparły akcję stowarzyszenia i podzieliły się na kartach swych blogów informacją o jego istnieniu.
Co tu dużo pisać, były wstępnie dwie kategorie ale niestety - albo na szczęście- smaku nie można zamknąć w klatce jakiś tam jednoznacznych odczuć i zrobiło nam się pięć miejsc na "pudle". Szacowne jury składające się z naszych przyjaciół miało przyjemność degustacji potraw w czasie minionego weekendu, po czym zostali poproszeni o wyrażenie swojej opinii. Najbardziej punktowanych ostatecznie zostało pięć potraw i podjęliśmy jedyną słuszną decyzję o nagrodzeniu wszystkich finałowych dań.
A dlaczego? Myślę, że sami zgadniecie, kiedy postanowicie przygotować je w domu, obejrzycie zdjęcia i przepisy laureatów.

1. Zaczniemy od nagrody specjalnej. Należy się ona jedynemu przedstawicielowi męskiej części społeczeństwa, mianowicie Panu Andrzejowi za fantastyczną w swym smaku i prostocie przygotowania zupie "Kurczak po arabsku". Myślę, że nie będzie Pan miał do nas żalu ale nasza modyfikacja polegała jedynie na przyrządzeniu wywaru z kurczaka - reszta według przepisu ;) czyli łatwo i szybko oraz smacznie.
"Kurczak po Arabsku"
Składniki:
-300-400g (dwie) piersi z kurczaka,
-300g ryżu białego,włoszczyznę,
-3l wody,
przyprawy(papryka ostra, vegeta warzywna,pieprz,sól).
Najpierw gotujemy ryż, pod koniec gotowania dodajemy piers z kurczaka drobno pokrojoną. Marchewkę kroimy w cienkie prążki, por w drobne wiórki, resztę warzyw po zagotowaniu wyrzucamy. Dodajemy przyprawy wedle upodobania. Zupa "Kurczak po Arabsku" jest łatwa i szybka w wykonaniu.Życzę smacznego.


2. Od Pani Grażyny otrzymaliśmy przepis na aromatyczną sałatkę z kuskusu "Tabbouleh wg Buni". Polecana wegetarianom jako samodzielne danie lub mięsożercom jako wspaniały dodatek do grilla. Smak tej sałatki przywodzi na myśl lokalne restauracyjki mediny pachnące świeżymi warzywami i przyprawami.

"Tabbouleh wg Buni"
Składniki : 
3/4 szklanki kuskusu 
2 duże pomidory 
1 duży ogórek 
1/6 czerwonej papryki 
1/2 szklanki oleju z pestek winogron ( lub oliwy jak ktoś lubi ) 
2 łyżki pokrojonej natki pietruszki 
2 łyżki pokrojonych listków mięty ( świeżej ) 
2 łyżki pokrojonego cienkiego szczypiorku 
1 duży ząbek czosnku 
sok z cytryny do smaku 
1/4 łyżeczki otartej skórki z cytryny 
Sos sałatkowy czosnkowo-ziołowy Winiary 
sól 
pieprz mielony 
Pomidory sparzyć wrzątkiem i obrać ze skórki . Pokroić w drobną kostkę . Włożyć do miseczki (tak mniej więcej objętości 1 litra). Umyć ogórka, obciąć oba końce i utrzeć na tarce jarzynowej ( grube oczka ) razem ze skórką . Dołożyć drobno pokrojoną paprykę , natkę pietruszki, miętę , szczypior , zmiażdżony ze szczyptą soli czosnek , skórkę z cytryny . Wymieszać .Posypać sosem sałatkowym ( wsypać na początek połowę ), szczyptą pieprzu. Zostawić na 15 minut żeby wydzieliło się jak najwięcej soku. Dolać olej. Wsypać kuskus , zamieszać i zostawić aż wchłonie cały płyn. Doprawić do smaku resztą sosu, sokiem z cytryny .Wstawić do lodówki. 

Czas : 3 minuty


3. Pani Ania podzieliła się z nami potrawą o tajemniczej nazwie "Magluba" a w wolnym tłumaczeniu "do góry nogami" ;)
Według autorki przepisu można zastosować tak zwany przegląd lodówki i użyć dostępnych warzyw. Prezentujemy wersję z ziemniaczkami i kurczakiem. 
Musimy się przyznać, że cały urok potrawy niestety prysł wraz z naszym niefrasobliwym sposobem "odwrócenia" i całość rozsypała nam się na półmisku. Nic jednak nie mogło oderwać "testerów" i ich widelców od potrawy, która jest jednocześnie egzotyczna ale również niezwykle łagodna w smaku, co powinno przemówić do nadwiślańskich kubełków smakowych ;)

"Magluba"
Potrzebne będą: 
Ryż biały gruboziarnisty (egipski - w Polsce dobry odpowiednik to Abrorio) - 3 - 4 szklanki
4 spore ziemniaki (lub 6 mniejszych)
4 marchewki
1 duży bakłażan (lub dwa mniejsze)
(ale zasadniczo ilość warzyw - wg uznania własnego)
4 piersi z kurczaka lub 750 gram mielonego mięsa wołowego
Kostki maggie, kardamon, cynamon, pieprz, sól,
Orzechy piniowe - dwie garście
Na sałatkę: Pomidory (2 szt.), ogórki (2 szt.), świeża mięta, oliwa z oliwek, cytryna
Jako dodatek: Jogurt naturalny - 4 małe "kubki"
Ryż:
Namaczamy w bardzo ciepłej wodzie przez min. pół godziny i dobrze kilkakrotnie płuczemy. Dodajemy do niego 4 kostki maggie (po kostce na szklankę ryżu) - pokruszone lub pokrojone, łyżeczkę kardamonu mielonego, kawałek laski cynamonu lub - 1/4 łyżeczki cynamonu sproszkowanego, pieprz - na oko, nie za dużo. Mieszamy i odstawiamy na bok. 
Warzywa:
Ziemniaki obieramy, myjemy, kroimy na grube plastry i solimy. 
Marchew - obieramy, płuczemy i również kroimy na dość grube plastry i solimy. 
Bakłażan myjemy, nie obieramy i kroimy na cieńsze (ale nie przezroczyste) plastry i solimy. 
Smażymy po kolei w głębokim oleju do stanu gotowości (ładnie zarumienione). Odkładamy do obcieknięcia na talerze wyłożone ręcznikami papierowymi (żeby pozbyć się jak największej ilości oleju).
Kurczak lub mięso:
Piersi z kurczaka przygotowujemy (myjemy, pozbywamy się kości, skóry itd.), przyprawiamy sola i pieprzem i podsmażamy - tak by były gotowe. 
lub
Mięso mielone surowe łączymy z surową cebulą, doprawiamy solą i pieprzem i podsmażamy na patelni - tak by było gotowe.
Do sporego garnka (który to wszystko pomieści) na dno wlewamy 3-4 mm oleju. Na to wsypujemy tyleż samo ryżu.Na nim układamy ziemniaki, marchew, bakłażan - warstwami tak by całe dno garnka było w miarę równomiernie pokryte. Na warzywa wysypujemy cały ryż a na niego - układamy podsmażone piersi z kurczaka lub podsmażone mięso. Całość zalewamy wodą na wysokość 1.5 cm powyżej poziomu ostatniej warstwy. Nastawiamy gaz na największy i - bez przykrycia - gotujemy aż woda zacznie bulgotać. W tym momencie (gdy bulgocze) zmniejszamy gaz na najmniejszy i przykrywamy garnek szczelnie pokrywką. Gotujemy aż cała woda zniknie (wygotuje się). Wyłączamy gaz. Ryż powinien być gotowy, niemal gotowy. Aby doszedł ale nie był rozgotowany i aby pozbyć się ew. pozostałości wody w środku potrawy - zawijamy garnek szczelnie ręcznikiem i zostawiamy na gorącym palniku (po wcześniejszym wyłączeniu ognia ;)). 
W tym czasie:
- przygotowujemy sałatkę z pomidorów, ogórków i mięty (wszystko kroimy w drobną kostkę) - doprawiamy oliwą z oliwy, cytryną, solą i pieprzem wg uznania i nakładamy do małych miseczek
- do osobnych małych miseczek nakładamy jogurt
- orzeszki piniowe - rumienimy na niewielkiej ilości oleju (cały czas mieszamy, aby się nie przypaliły)
Przygotowujemy dużą tacę lub talerz (naprawdę duży). Obstukujemy garnek, zdejmujemy pokrywkę i szybkim ruchem, odwracając go "do góry nogami" (magluba - odwrócony) - wyrzucamy na talerz jego zawartość. Idealnie ugotowana potrawa powinna "wyjść" z garnka w całości tworząc na talerzu/tacy - okrąg, ale udaje się to niezwykle rzadko i nie należy się tym przejmować - nie ma wpływu na walory smakowe. 
Całość posypujemy zrumienionymi orzeszkami piniowymi. Jemy - z jednego talerza/tacy - nakładając na kolejne "kęsy" odrobinę sałatki i/lub jogurtu - jeśli chcemy jeść zgodnie z tradycją :).


4. Daniem, które wypełnia lukę pomiędzy potrawą a deserem jest zdecydowanie przepis Pani Dominiki o wszystko mówiącej nazwie "Kuskus Rodzynkowiec". Wyśmienite, proste w przygotowaniu i jednocześnie bardzo smaczne może być zarówno podane jako dodatek do ostrej potrawy by przełamać jej smak lub jako wspaniały samodzielny deser.

"Kuskus Rodzynkowiec"
Składniki:
- 200 g kuskusu
- 1/2 łyżeczki kurkumy
- 60 g rodzynek
- 50 g migdałów (obranych ze skórki) lub orzeszków piniowych
- szczypta cynamonu, soli i pieprzu
- 2 łyżki masła
Przygotowanie:
Kurkumę należy rozpuścić w szklance wody, zagotować i wymieszać. Tak powstałym wrzątkiem zalać kuskus, rodzynki i przyprawy. Kiedy danie jest już gotowe, rozgrzać na patelni masło i podsmażyć kuskus z rodzynkami. Dodać orzeszki lub migdały. Podawać gorące :) 


5. Czas na deser! Dzięki Pani Katarzynie przygotowaliśmy "Ciasto warte grzechu", do którego na początku nie byliśmy przekonani, bo w końcu co to za ciasto bez mąki i jajek. Nic bardziej mylnego - można, i to jeszcze jak. Łatwo dostępne składniki i finalny smak bronią się same.

"Ciasto warte grzechu"
Składniki:
10 dag wiórków kokosowych
2 szklanki kaszy manny
1 łyżeczka cynamonu
1 torebka cukru wanilinowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanaka mleka
20 dag masła
Na syrop:
2 szklanki cukru
1 szklanka wody
1 łyżeczka soku z cytryny
1. Kaszę manną, cynamon, kokos, cukier waniliowy i proszek do pieczenia wsypujemy do miski. Mieszamy. Dodajemy miękkie masło i mleko, wszystko wyrabiamy. 
2. Ciasto rozprowadzamy na wyłożonej pergaminem blaszce, kroimy na niewielkie trójkąty lub kwadraty. 
3. Blachę wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy ciasto ok. 45 minut. 
4. Z wody, cukru i soku z cytryny gotujemy syrop. Upieczone ciasto zalewamy ostudzonym syropem. Wierzch posypujemy kokosem. Gdy syrop wsiąknie wyjmujemy ciastka z blaszki. 
czas przygotowania około 1.5 godziny 


Wszystkim serdecznie dziękujemy za udział w konkursie. Z laureatami skontaktujemy się drogą mailową w celu wysłania nagród. Zapraszamy do skorzystania z powyższych przepisów i rozsmakowania się w arabskiej kuchni.

Przypomnę tylko, że nagrody w postaci przewodników po Maroku otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Berlitz, partnera naszego konkursu - serdecznie dziękujemy!

piątek, 13 maja 2011

"każdy osioł w oczach matki staje się gazelą"

Pewna rozmowa sprzed kilku dni dała mi inspirację do zagłębienia się w ciekawy temat więzi matek i dzieci w krajach arabskich. Myślę, że jest to interesujące bo więź ta według mnie jest całkowicie wyjątkowa, tak w pozytywnym jak i negatywnym aspekcie. Oczywiście wszystko co napiszę jest tylko moją subiektywną oceną i dotyczy sytuacji, z którymi się spotkałam podczas podróży. Jednakże ponieważ wielokrotnie byłam świadkiem podobnych schematów zachowań pozwolę sobie przedstawić je tu jako spójną całość.


Wydaje się, że wszędzie na świecie matki kochają swoje dzieci tak samo, pierwotną, bezwarunkową matczyną miłością, która pozwala na wiele wyrzeczeń i sprawowanie wręcz nieustannej opieki. W krajach arabskich z racji kulturowego, dużego podziału ról w związku małżeńskim oraz pewną tradycją skupiania się kobiet na domu i wychowaniu dzieci, rola matki wydaje się być dużo bardziej poświęcona przekazywaniu dzieciom norm religijnych, zachowania oraz tradycji a mniej na budowaniu specjalnej bliskości emocjonalnej jak ma to miejsce w krajach "zachodu". Myślę, że może mieć to związek z dziedzictwem kulturowym, w którym odwieczne obyczaje skłaniały matki do wychowywania dzieci na twardych i odpornych emocjonalnie ludzi. Matka odpowiedzialna jest za tzw. "kręgosłup moralny" swoich dzieci, za to, że przestrzegają one wszystkich zasad tak religijnych jak i etycznych. To nie znaczy, że dzieci nie są rozpieszczane i traktowane z miłością ale raczej, że wychowanie na pewno nie jest "bezstresowe" w sensie braku zasad i obowiązków. Zadziwiające przy tym jest to, że w miejscach publicznych szczególnie najmłodsze dzieci traktowane są wyjątkowo pobłażliwie. Pozwala się im na przykład w restauracji lub sklepie bawić się, biegać, raczkować między stolikami, regałami a kelnerzy i obsługa tylko się uśmiechają i nigdy nie okazują irytacji co ma miejsce niestety bardzo często  choćby w Polsce.

Ponieważ główną religią krajów arabskich jest Islam, to on ma największy wpływ na wzajemne relacje w rodzinie. Rodziny nadal są zazwyczaj wielopokoleniowe, tak więc dziecko od najmłodszych lat uczy się pewnych zachowań obserwując jak  ich rodzice odnoszą się do swoich rodziców. Dzieciom wpaja się szacunek dla starszych, uczy pokory, karności i cierpliwości. Dorastając wiedzą, że ich rolą będzie w przyszłości opieka nad rodzicami, ale nie traktują tego jako obciążenia a raczej jako oddanie długu wdzięczności za wychowanie i poświęcenia. Tak więc podstawą więzi matki z dzieckiem jest jej oddanie dziecku w jego wczesnych latach, które buduje następnie oddanie dziecka matce w jego życiu dorosłym.

{I postanowił twój Pan, abyście nie czcili nikogo innego, jak tylko Jego i dla rodziców dobroć! A jeśli jedno z nich lub oboje osiągną przy tobie starość, to nie mów im "precz!" i nie popychaj ich, lecz mów do nich słowami pełnymi szacunku. Pochylaj ku nim skrzydło łagodności, przez miłosierdzie i mów: "Panie mój bądź dla nich miłosierny, tak jak oni byli, wychowując mnie, kiedy byłem mały.} (Koran, 17:23-24)

Według kultury arabskiej matka "trzy razy" bardziej zasługuje na szacunek, dbałość i zrozumienie niż ojciec (z powodu trudów ciąży, porodu i oddanej opieki nad dzieckiem w ciągu jego pierwszych lat życia) i właśnie tą zasadę widać często w kontaktach matek z dziećmi a szczególnie z synami. Miłość matek i dzieci ma tu bardziej wymiar głębokiego, bezwzględnego szacunku z jednej i oddania z drugiej strony. Pozytywną stroną takiego kontaktu jest zbudowanie i utrwalenie głębokich wzajemnych relacji jak i również stworzenie "domu rodzinnego", który wiąże się nieodłącznie z postacią matki. Poprzez codzienne wychowanie przekazuje ona dzieciom tradycje i obyczaje. W związku z podziałem ról ma za zadanie nauczyć swoje córki wszystkiego tego co sama umie, by przygotować je do dorosłego życia, dodatkowo kształtując kobiecą relację z nimi. W kulturze arabskiej bardzo często występują silne więzi pomiędzy kobietami w rodzinie. W saharyjskiej części Maroka spotkaliśmy się z opowieściami o kobiecych (rodzinnych) wyprawach na pustynię w celu celebrowania tak zwanego "kobiecego kręgu" i zacieśniania więzi pomiędzy matką i jej córkami. Wydaje się, że kobiety w krajach arabskich z premedytacją tworzą swój własny niedostępny dla mężczyzn świat i nie ma tu znaczenia czy będzie to wspólna wyprawa do hammamu (łaźni), na pustynię czy też na zakupy do centrum handlowego w nowoczesnym mieście. Podział płci daje im możliwość wzmocnienia więzi często zanikających w krajach "zachodnich". 
Ojciec, choć jest głową rodziny i często do momentu osiągnięcia dorosłości przez synów, jest również jedynym żywicielem rodziny, pełni rolę bardziej opiekuna "satelitarnego", który jest częścią rodziny ale, który nie angażuje się osobiście w jej codzienne funkcjonowanie. Jeśli nawet w zewnętrznych kontaktach matka pozostaje zazwyczaj w jego cieniu to jednak w domowym królestwie to ona sprawuje władzę, wpływając na wszelkie decyzje związane tak z wychowaniem dzieci jak i całokształtem funkcjonowania gospodarstwa domowego. W krajach arabskich to matka tak naprawdę "tworzy dom" i to ona jest ogniwem, które scala wszystkich jego mieszkańców. Często mówi się, że "matka jest jak słońce, wokół którego kręcą się gwiazdy i bez którego nie ma życia a ojciec nieboskłonem, na którym wszystko się opiera". 

Niestety jak każdy aspekt relacji międzyludzkich, tak również taki związek matek z dziećmi ma swoje negatywne strony. Chyba najgorszą i często najcięższą jest zbyt duży wpływ jaki matka może mieć na życie i związki swoich dzieci. W krajach arabskich, jak już wspomniałam, rodziny mieszkujące razem są wielopokoleniowe. Zwyczaj nakazuje by kobieta po ślubie zamieszkała z rodziną męża a więc matka w pewien sposób "traci" swoje córki jednak "zyskuje" w zamian synowe. Pomimo wielu zmian kulturowych matki często nadal mają znaczący (a czasem bezwzględny) głos co do życia syna  w takich sprawach jak wybór żony czy nawet praca zawodowa. Wspierają ale równocześnie niejednokrotnie wtrącają się w życie syna co powoduje jego zagubienie lub frustracje.

Trudny do zaakceptowania może wydawać się również fakt, że w sytuacji gdy rodzice z jakiś względów zdecydują się na rozwód, matka może sprawować opiekę nad dziećmi tylko do 7-9 roku życia dziecka a następnie musi przekazać je pod opiekę ojca (chyba, że pozostanie samotna i nie wstąpi w kolejny związek małżeński lub jeśli ojciec wyrazi zgodę na pozostanie z nią dzieci).

W Maroku pomimo wielu zmian, wprowadzenia w 2004 roku Mudawana - Kodeksu Rodzinnego regulującego wiele aspektów dotyczących małżeństwa, dzieci i dziedziczenia pozostało wiele kwestii nadal nie wyjaśnionych i nieunormowanych odpowiednimi przepisami. Wydaje się, że najtrudniejsza sytuacja dotyczy samotnych matek. W państwie zdominowanym przez Islam matki samotnie wychowujące swoje dzieci są w większości pozostawiane na marginesie społeczeństwa. Rodziny nie udzielają wsparcia córkom, które bez małżeństwa zajdą w ciążę. W większości takie kobiety zostają oddalone z domu rodzinnego i samodzielnie muszą szukać sobie jakiegoś zajęcia by zarobić na siebie i dziecko. Nie mając żadnych praw bardzo często nie potrafią sobie poradzić ze znalezieniem dachu nad głową nie mówiąc już o opiece medycznej dla siebie i dziecka, jedzeniu lub podstawowych środkach higieny. Chociaż coraz więcej organizacji społecznych interesuje się tym tematem i w wielu większych miastach takie kobiety mogą już znaleźć pomocną dłoń, nadal wydaje się to być przysłowiową "kroplą w morzu". Potrzebne są nowe przepisy ale również kampania społeczna ukazująca jak głęboki i trudny jest to problem. 

Jak tragiczna jest sytuacja samotnych matek m.in. w Maroku możemy wyobrazić sobie na podstawie jednej historii:
Fadua Larui miała tylko 20 lat gdy zdecydowała dokonać drastycznego aktu samospalenia przed budynkiem rządowym w miejscowości Suk Sebt w centralnym Maroku. Gdy miała 15 lat została zgwałcona po raz pierwszy i wtedy urodził się jej syn Reda. Wtedy została przekreślona jej przyszłość bo jako samotnie wychowująca dziecko uznana została przez społeczność za niemoralną i odrzucona. Nie miała szans by znaleźć męża. Niestety w wieku 20 lat została zgwałcona ponownie czego owocem była jej malutka córeczka Aya. Fadua była bardzo biedna, tak jak cała jej rodzina. Wraz z dwójką dzieci mieszkała w tragicznych warunkach w otaczających miasto slumsach aż do momentu gdy rząd w ramach programu poprawy wizerunku miasta zdecydował się oczyścić tereny z prowizorycznych zabudowań. Wszyscy mieszkańcy slumsów otrzymali od rządu ziemię do zbudowania sobie domu, wszystkie rodziny oprócz Fadui. Ona nie została uznana przez urzędników za rodzinę, ponieważ wg. prawa w Maroku matka nie może sama wychowywać swoich dzieci - jako niezamężna powinna nadal mieszkać wraz z rodzicami. Spaliła się w proteście przeciw tej sytuacji, spaliła się by zwrócić uwagę innych na problem samotnych matek, spaliła się w desperackim krzyku o przywrócenie godności. Teraz rodzina dziewczyny musiała zaopiekować się dwójką dzieci córki, żyją w nędzy, w domu bez dachu. Matka opiekuje się już chorym ojcem żyjąc głownie z żebrania, teraz musi wychować i wyżywić jeszcze wnuki….. Ich przyszłość nie wygląda różowo….? 


Reda syn Fadui trzymający jej zdjęcie. 
W tle jej matka trzymająca drugie dziecko. 
Źródło: msn

Wydaje mi się, że powiedzenie "raj jest pod stopami matek" najlepiej ukazuje skomplikowaną relację kobiet i ich dzieci w krajach arabskich. Miejmy nadzieję, że zmiany "arabskiej rewolucji" spowodują, że tak w Maroku jak i w innych krajach samotne matki nareszcie zdobędą należną im pozycję społeczną przez co i ich dzieci będą miały szansę na taki raj.

środa, 4 maja 2011

Imazighen znaczy ludzie wolni - czyli tajemniczy świat Berberów

Jest ich około 48 milionów - Berberowie - rdzenna ludność terenów północnej Afryki od Libii aż po Maroko. Ponad połowa całej społeczności berberyjskiej zamieszkuje Maroko a szczególnie centralną jego część Wysokie Góry Atlas stanowiąc w tym kraju ponad 60% populacji.  Podczas Arabskiej ekspansji na tereny Afryki Północnej od imienia jednego z przywódców plemiennych zostali nazywani "barbar" co w Europie zostało następnie odebrane jako synonim łacińskiego słowa "barbarian" oznaczającego barbarzyńcę.  Sami nazywają siebie Imazighen - "ludzie wolni", ponieważ przez tyle wieków najazdów i prób asymilacji pozostali niezmiennie wierni swojej tradycji i odrębnej kulturze. 

Na temat korzeni i pochodzenia Berberów przez lata powstało wiele legend i mitów, a ich prawdziwa geneza prawdopodobnie na zawsze pozostanie zagadką. Ze względu na często występujące jasne włosy i niebieskie oczy kojarzeni są z Celtami, Baskami, Germanami a nawet Słowianami jednak znaczne rozproszenie spowodowało, że nie istnieje praktycznie jednolita rasa berberska a język TAMAZIGHT jest obecnie jedynym kryterium pozwalającym odróżnić Berberów od Arabów, w Maroku różnymi dialektami berberyjskimi sprawnie posługuje się ok. 40% społeczeństwa.


Pomimo tego, że ziemie Berberów przesiąknięte są wpływami wielu najeźdźców, którzy odcisneli trwałe piętno nie tylko w obrząkach religijnych ale i w codziennych pracach rolinczych, rzemieślniczych i handlu Berberowie starali się zawsze moralnie, biologicznie i kulturowo pozostać ludźmi niezależnymi, wolnymi w ramach niezliczonej ilości struktur plemiennych. Ułatwiło to poczucie jedności w różnorodności, wielki szacunek i kultywowanie tradycji rodzinnych oraz życie zgodnie z rytmem natury.
W historii i kulturze Berberów najbardziej zawsze pociągała mnie mistyka i magia. Pomimo, iż od inwazji arabskiej większość społeczności berberskiej jako podstawową religię przejęła Islam, to jednak znaczne wpływy dawnych wierzeń nadały specyficzny kształt kulturze muzułmańskiej całego Maghrebu a stare wierzenia do dziś funkcjonują jeszcze pod powłoką nowej religii. Jednym z najciekawszych, tajemniczych i nie do końca zbadanych zagadnień jest wiara Berberów w proroctwa i wróżby. Najwybitniejszą prorokinią berberską była Kahina (z arabskiego "wieszczka") żyjąca w drugiej połowie VII wieku. Pochodziła ze zjudaizowanego berberskiego szczepu Garawa i była najpotężniejszą władczynią berberską owych czasów. Podobno żyła 127 lat, z czego rządziła przez 65.  Według arabskich kronikarzy potrafiła nieomylnie przepowiadać przyszłość oraz udzielać rad, które ponoć dyktowały jej opiekuńcze demony. Pewnie obecnie nie występują w Maroku prorocy na miarę Kahiny, jednakże każdy turysta penetrujący ten kraj z łatwością zauważy obecność wróżbitów i wieszczy, będących stałym elementem codziennego życia w tym kraju. Spotkać ich można nie tylko w Marakeszu na placu Jamma el Fna, gdzie uprawiają swoją "sztukę" zawodowo i gdzie najłatwiej można ich dostrzec i posłuchać. Pomimo, iż Koran i tradycja muzułmańska nie zezwalają na takie praktyki wróżbici, opowiadacze i jasnowidze tolerowani są (a nawet uznawani) w całej Pólnocnej Afryce. Niezwykle częste są przypadki wieszczenia w stanie ekstazy. Wiele wskazuje, że obecne do dziś w wierzeniach berberyjskich elementy magii i nauk tajemnych pochodzą wprost z dziedzictwa huny - starożytnej wiedzy psychologicznej i socjologicznej obejmującej skuteczne praktyki poznania pozazmysłowego, uzdrawiania czy kreacji. Odkryto bowiem wiele podobieństw w dialektach języków berberyjskiego i polinezyjskiego opisujących wierzenia i praktyki magiczne obu tych ludów co stanowi dowód na to, że Berberowie i Polinezyjczycy mieli wspólnych przodków lub, że ludy te w starożytności kontaktowały się ze sobą. (ciekawe rozwinięcie tej teorii znaleźć można w książce "Magia cudów" - Max Freedom Long). 

Kiedy podróżujemy po Maroko, koniecznie choć na chwilę powinniśmy wybrać się na wycieczkę na tereny "czysto" berberyjskie, najlepiej w mało dostępne części gór Atlas, bo to tam najlepiej można odczuć i zobaczyć wiele elementów wciąż tajemniczej i mało znanej kultury berberyjskiej.

Teraz zbliża się najlepszy moment by znaleźć się bardzo blisko barwnych strojów, niezwykłej biżuterii, ekspresyjnego tańca jak i wielu innych przejawów obyczajowości berberyjskiej. Co roku w pierwszy weekend maja w dolinie Dades, w miejscowości El Kalaa des MGouna (Al Qal'a Mguna) odbywa się FESTIWAL RÓŻ. Jest to huczne uwieńczenie pory zbiorów płatków róż, wykorzystywanych do produkcji wielu kosmetyków , perfumów  jak i wody rózanej używanej do celów spożywczych. Podczas festiwalu można znaleźć się w centrum odwiecznych obyczajów takich jak taniec ahwas lub plemiennych śpiewów izlane.  

W tym roku festiwal odbywa się w dniach 7-8 maja.


Kolejnym ciekawym festiwalem kultury berberyjskiej - Amazigh - jest Festiwal TIMITAR odbywający się w Agadirze (w tym roku 22-25 czerwca 2011). Odbywający się corocznie od 2003 roku festiwal jest jedną z nielicznych możliwości tak bliskiego i pełnego kontaktu z muzyka i kulturą Amazigh.

Pozostałe coroczne festiwale Berberyjskie warte uwagi:

ŚWIĘTO MIGDAŁÓW (luty, w miejscowości Tafraout)
ŚWIĘTO CZEREŚNI    (czerwiec, w Seffou)
ŚWIĘTO MIŁOŚCI       (wrzesień, w Imilchil)
ŚWIĘTO DAKTYLI      (październik, w Erfoud)

***********************************************************
Więcej na temat kultury i wybranych ciekawostek obrzędowości Berberów można znaleźć w książce:
"Obrzędowość Berberów Atlasu Wysokiego" Julity Baś 

wtorek, 19 kwietnia 2011

Nielegalna medycyna naturalna - czyli witamy w Unii Europejskiego Absurdu....

Na początku myślałam, że to żart.... bo wyobraźcie sobie nielegalną uprawę mięty i melisy w piwnicy, naloty policji i wyroki za posiadanie suszu rumianku czy skrzypu... a nalewki z aloesu... - za to już pewnie pójdzie się do paki na dobrych kilka miesięcy. Czy potraficie sobie wyobrazić, że bazylię do sałatki caprese z pomidorów i mozzareli będziemy dodawać w ukryciu i z biciem serca (bo może zły sąsiad doniesie na nas i problemy gotowe). A co z zieloną herbatą albo czosnkiem - uuuu Panowie i Panie uwaga bo już niedługo te produkty naturalne mogą zostać zabronione. Tak, tak jest plan by już niedługo całkowicie zabronić ziołolecznictwa w UE.
Już dwa lata temu, kiedy podczas wizyty na Maderze widziałam upadłe plantacje "za krótkich", "zbyt krzywych" i "za małych" ale za to wyjątkowo smacznych bananów nie mogłam uwierzyć, że regulacje Unijne mogą być tak absurdalne, ale potem słyszałam, że podobnie głupie przepisy dopadły też ogórki, cukinie i kilkanaście innych warzyw i owoców. Kolejne na liście Unijnych absurdów były ślimaki, które wg. przepisów rodem z Brukseli stały się rybami słodkowodnymi, gdy w tym czasie marchewki dumnie okrzyknięto mianem owoców. Wątpliwe by jakoś specjalnie zadowolone z tych przepisów były np. kury, które wg. UE powinny stać w klatkach tylko i wyłącznie pazurami do przodu..... Potwierdza się teoria, że żyjemy w krainie absurdów i jeśli jest jeszcze ktoś, kto zastanawia się "czemu oni tak bardzo chcą do tego Maroka".... to teraz w końcu powinien nas choć trochę zrozumieć....
Tam zawsze będzie szansa, że pojeździmy na nartach nawet jeśli pokrywa śniegu nie będzie wynosić 20 cm albo nie zamkną szpitala bo kafelki na ścianie nie sięgają 205 cm od podłogi a kanty ścian nie są zaokrąglone zgodnie z normą.
Jestem pewna, że w Maroku, w którym medycyna naturalna i ziołolecznictwo jest bardzo popularne - nikt nigdy nie wpadnie na to by zabronić hodować i sprzedawać kolendrę, tymianek, czy też miętę..... bo wszyscy wiedzą, że Maroko bez tych ziół a w szczególności bez mięty nie byłoby już prawdziwym Marokiem....

http://www.youtube.com/watch?v=Z_Qnkv5ks48
http://www.savenaturalhealth.eu/

Pozostaje nadzieja, że z szacunku do historii (i powagi) Starego Kontynentu ktoś się tu jeszcze opamięta....
choć niestety coraz mniej tu logiki.... a coraz więcej głupoty
cóż, właśnie takimi prawami rządzi się..... mamona.


niedziela, 17 kwietnia 2011

Maroko Sklep - naturalne skarby ;)

Ostatni piątek spędziliśmy w Poznaniu gdzie zupełnie przypadkowo zostaliśmy zaproszeni na odbywający się w centrum miasta kulturalny event. Wydarzenie to miało dla nas interesujący przebieg, ponieważ w jego trakcie odbyła się prezentacja naturalnych kosmetyków pochodzących z Maroka. W asyście stylowo ubranych w tradycyjne stroje marokańskie pań oraz w otoczeniu berberyjskich dywanów, wiszących na ścianach ozdób w postaci chwostów i panelu z oryginalną ceramiką zeldż, goście wernisażu mogli posmakować naturalnego oleju arganowego, wypróbować kosmetyki - niezliczone olejki, kremy i mleczka z dodatkiem oleju arganowego właśnie.
Na spotkaniu odbyła się również degustacja niezwykłego w swym smaku, marokańskiego "szarego" wina (vin gris) czyli specjalności regionu na południe od Meknes (Guerrouane i Beni M'tir) - różowego wina o jasnej barwie i delikatnym smaku.

O zaletach produktów z oleju arganowego pisaliśmy już wcześniej ale nadarza się okazja aby powrócić do tego tematu ze względu na niezwykłość jego cech ale również z powodu wymienionego wyżej spotkania. Gospodarzem był nowo powstały serwis Maroko Sklep, oferujący produkty naturalne najwyższej klasy. Zarówno olej jadalny jak i kosmetyki oferowane przez ten serwis posiadają wszelkie certyfikaty, potwierdzające ich oryginalność oraz zgodne z tradycją sposoby produkcji. Zawierające dobrotliwe kwasy omega, przeciwutleniacze pomagające w walce z cholesterolem. Wspomaga krążenie, obniża poziom cukru we krwi, działa przeciw zapalnie i wspomaga w naturalny sposób odporność organizmu. Jako kosmetyk jest niezastąpiony w walce z przedwczesnym starzeniem się skóry, wzmacnia skórę, włosy i paznokcie. Używany jest również jako lek na oparzenia, choroby skóry czy trądzik młodzieńczy.
Jak zwykle po drodze są ludzie a ci, których poznaliśmy są nader wyjątkowi. Otwarci, sympatyczni i pełni energii, która udziela się wszystkim dookoła. Już samą ich dewizą potwierdzili, że biznes nie wyklucza pasji i największą sztuką jest umiejętność połączenia tych aspektów i wykorzystanie ich jako potencjał na przyszłość. W większości swych działań, zupełnie tak jak my - po prostu zapraszają do Maroka ;)
Wykorzystajmy moment, że niezwykłe w swym działaniu produkty dostępne są już na naszym rodzimym rynku. Chyba, że macie ochotę kupić je osobiście na suku, choćby w Marakeszu, wypróbować na miejscu i w połączeniu z zabiegiem w hammamie zaserwować sobie "marokańskie spa" - wtedy zapraszamy podwójnie...
więcej o arganii: tutaj
więcej o produktach: Maroko Sklep
fot. wikipedia.org




piątek, 8 kwietnia 2011

Berlitz i arabia od kuchni ...

UWAGA - PRZEDŁUŻENIE TERMINU NADSYŁANIA PRZEPISÓW DO 10-TEGO MAJA 2011

Nadszedł czas na dobry przewodnik. Przeglądając informacje o Maroku korzystaliśmy z jednego z najlepiej opracowanych ilustrowanych, polskojęzycznych przewodników wydawnictwa Berlitz "Maroko - przewodnik ilustrowany". W porównaniu do innych tego typu pozycji na rynku polskim, wyróżnia się zwięzłą treścią pomocną zarówno przy podróżowaniu indywidualnym jak i zorganizowanym, podczas zwiedzania czy wypoczynku. Nam najbardziej spodobał się - w odróżnieniu od innych dostępnych przewodników - fakt, że wszelkie ważne informacje o noclegach, restauracjach, komunikacji, wycieczkach, świętach i zakupach znalazły się w jednym dziale "Informacje Praktyczne" i podzielone zostały ze względu na dotyczące je miejscowości.
Wszelkie ważne atrakcje zostały ponumerowane i umieszczone na szczegółowych, kolorowych mapkach. Odnośnik (odsyłacz) do tych map znajduje się w górnym prawym rogu kartki i ułatwia "poruszanie się" po przewodniku.
Rewelacją ze względu na konwencję są umieszczane co kilka stron dobre "Rady", na przykład cytując za przewodnikiem:
"Wytchnienie od skwaru i gwaru Marakeszu przyniesie wizyta w dolinie Urika. Osoby bez własnego środka transportu mogą skorzystać z autobusu odjeżdżającego spod Bab er- Rob."
Przewodnik ten jest również wspaniałą lekturą a zapewnia to część poświęcona historii oraz opis ciekawostek Maroka zawarty w wademekum - czyli Maroko w pigułce.
Największą zaletę pozostawiłem na koniec a jest nią ilość oraz jakość doskonałych fotografii, dzięki którym poznajemy kraj docelowy zanim jeszcze w jego kierunku wyruszymy.

****************

Nadszedł również czas na pierwszy konkurs Stowarzyszenia Africae Deserta Project. Wspólnie ze wspomnianym wyżej wydawnictwem Berlitz, które ufundowało nagrody, opisane przez nas przewodniki po Maroku, mamy zaszczyt zaprosić wszystkich chętnych do kulinarnego konkursu:
"Berlitz i arabia od kuchni"
Zasady są bardzo proste. Prosimy wszystkich zainteresowanych o przesłanie swoich najskrytszych, najwspanialszych i najsmaczniejszych przepisów na potrawy kuchni arabskiej. Jeśli odwiedziliście kiedykolwiek jeden z krajów arabskich lub samodzielnie gotujecie w zaciszu swojej kuchni, w przeszłości jedliście potrawy kuchni arabskiej w restauracji lub u znajomych - napiszcie do nas, dołączcie przepis na danie, zupę lub deser a my nagrodzimy najoryginalniejsze z nich.
Kategorie są dwie:
1. "Arabska gościnność", czyli posiłek pod palmami (zupa lub potrawa)
2. "Najsłodsza słodkość" czyli deser 1001 i jednej nocy

W jury zasiądą członkowie stowarzyszenia ADP i wedle swoich kubełków smakowych ocenią przesłane przepisy. Spróbują je przyrządzić i posmakować, doceniając oryginalność, pomysłowość i łatwość przygotowania. Ważnym elementem będzie z pewnością dostępność produktów niezbędnych do ich przygotowania na rodzimym, polskim rynku.
Wszystkich serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w wspólnej zabawie. Za zgodą autora, najlepsze przepisy opublikujemy na blogu.
Prosimy o przesyłanie po jednym przepisie na potrawę, zupę i deser z jednego adresu mailowego. Jeśli posiadacie więcej niż jeden przepis, wybierzcie tylko ten ulubiony.
Na wasze maile czekamy do końca kwietnia pod adresem:
info@africaedeserta.pl
z dopiskiem w tytule: "Konkurs -Berlitz i arabia od kuchni"
Zapraszamy po nagrody...





czwartek, 7 kwietnia 2011

Arabski - czy warto uczyć się ślimaczków?

Arabski to język świętej księgi Islamu - Koranu (Qur'an), baśni "Tysiąca i jednej nocy" i wielu innych wspaniałych dzieł literatury, to również język urzędowy w 24 krajach i jeden z oficjalnych języków ONZ. Około 280 milionów ludzi na świecie od Zachodniej Afryki aż po Wschodnią Azję używa tego języka ( geograficznie w 19 głównych oraz kilkudziesięciu systemowych dialektach ale większość oprócz dialektów zna również Modern Standard Arabic - współczesny standardowy język arabski nazywany często klasycznym lub literackim), to również język modlitwy wszystkich muzułmanów na świecie.
Nie wszyscy wiedzą, że nawet w języku polskim funkcjonuje wiele zapożyczeń z tego języka tzw. arabizmów jak np. : alchemia, algebra, arytmetyka, alkohol, henna, kawa, kuskus, sułtan, dżin i wiele innych. Niewielu wie, że to właśnie z języka arabskiego na łacinę zostały przetłumaczone dzieła Arystotelesa.
Dla wszystkich chcących nauczyć się tego języka bardzo przydatne są wszelkiego rodzaju samouczki oraz programy do samodzielnej nauki języka.
Z własnego doświadczenia mogę polecić kurs audio wydawnictwa  Edgard

ARABSKI - KURS PODSTAWOWY - gdzie jako materiały mamy bardzo dobrze zredagowaną książkę oraz 2 płyty CD z 130 minutami nagrań (można odtwarzać w dowolnym odtwarzaczu CD lub na komputerze). Najważniejszą zaletą tego kursu jest fakt, że można słuchać i uczyć się w samochodzie, w domu, w podróży, w drodze do pracy czy szkoły. Kurs obejmuje 12 lekcji, podczas których możemy poznać około 1500 zwrotów i słówek niezbędnych podczas codziennych rozmów m.in. przywitania, pytania o drogę, przedstawianie się ale również zwroty przydatne podczas podróżowania, rezerwacji hotelu czy też przy codziennych zakupach.
To jednak nie wszystko, w książce oprócz treści językowych zawartych jest również wiele ciekawych informacji dotyczących kultury arabskiej jak np. kwestia etykiety stroju, kobiet w krajach arabskich, małżeństwa i rozwodu, turystyki, kuchni i wiele innych. Ten kurs to wspaniała pozycja dla wszystkich, którzy zamierzają udać się do krajów arabskich czy to w celu turystycznym czy też biznesowym.
Uważam, że kurs jest przejrzysty i spójny i jeśli tylko mamy odpowiednią dawkę samozaparcia i wewnętrznej dyscypliny by samodzielnie, systematycznie poznawać język - może być on wspaniałym narzędziem do nauki arabskiego. Gorąco polecam ;)

******************************************************************

Miłośnikom Maroka i osobom zamierzającym podróżować po tym kraju polecamy stronę z podstawowymi zwrotami konkretnie w dialekcie marokańskim DARIJA.

To bardzo ważne by przed wyjazdem opanować choćby kilka najprostszych zwrotów grzecznościowych - na pewno otworzy to przed każdym wiele drzwi i serc.

Życzę wytrwałości w nauce języka i wspaniałych podróży !

Bslama = بسلامة    (po marokańsku cześć na pożegnanie)  



środa, 6 kwietnia 2011

Maroko w YCD - polska edycja


Nie bez przyczyny tegoroczna edycja a właściwie eliminacje wyłaniające finałową czternastkę odbyły się w Maroku  (z czego wyjątkowo jesteśmy dumni). Ten kraj tętni życiem i pulsuje magią - jakby wciąż nieprzerwanie tańczył. Program You Can Dance - Po Prostu Tańcz zawitał w "kraju zachodzącego słońca" by na gorącej, afrykańskiej ziemi sprawdzić umiejętności tancerzy.
Wszystkich miłośników tańca zapraszamy do śledzenia aktualnych odcinków roztańczonego programu YCD. Poza podziwianiem zmagań tancerzy i śledzeniem ich rywalizacji możemy podejrzeć krótkie ale nadzwyczaj żywiołowe kadry z marokańskich miast. Uczestnicy przywitali Maroko w nowoczesnej Casablance by w kolejnym przenieść się do zaczarowanego Marakeszu. Wspólnie, wraz z tancerzami i gospodarzami programu YCD zobaczymy uliczne, taneczne "walki", odwiedzimy szkoły tańca, spotkamy światowej sławy choreografów i .... no właśnie - reszta w dzisiejszym odcinku. Ponoć niespodzianka wielkiej wagi - tak przynajmniej obiecuje producent.Wszystkich widzów serdecznie zapraszamy i aż chciałoby się powiedzieć: Welcome to Morocco !!! and ... just dance ;)


taneczna uliczna bitwa w Casablance
żródło You Can Dance mat. prasowe

niedziela, 27 marca 2011

Morocco Events - czyli co, gdzie i kiedy...

Od 17 marca ruszył dziesięciodniowy rajd Aisha Gazelle Rally dla zmotoryzowanych kobiet. Prowadzi on z miejscowości Warzazazat poprzez piaski pustyni. Dostępny zarówno dla amatorów jak i zawodowych kierowców. Wszystkie panie mogą spróbować swoich sił w tej niezwykłej przygodzie i sprawdzić się w kilku kategoriach: 4X4, motocykle, ATV oraz auta ciężarowe. Ponieważ termin startu już minął, wszystkie zainteresowane prosimy o przygotowanie sprzętu i swoich umiejętności, tak aby stanąć do wyścigu w przyszłym roku. Gorąco zachęcamy!

Wszystkich miłośników golfa na najwyższym, światowym poziomie zapraszamy dnia 31.03.2011 na trwający trzy dni turniej Hassan II Trophy Golf odbywający się w Rabacie. Ta impreza posiada już 35-cio letnią tradycję i gościła na swoich polach wszystkie gwiazdy golfa.

Zapraszamy wszystkich do Agadiru na Festiwal Timitar. W dniach 22-25.06.2011 odbędzie się niezwykły event poświęcony kulturze Amazigh, jeden z najważniejszych w tym regionie. Tradycyjnie - jak co rok - będziemy mogli posłuchać najlepszych światowych i lokalnych wykonawców muzyki Amazigh.

Kilka dni temu zakończył się niezwykły rajd Transmarocaine. Tegoroczna edycja odbyła się pomiędzy Warzazatem a Marakeszem. Ten wielo-dyscyplinowy wyścig odbywa się w formule dwóch rywalizujących zespołów i odbywa się corocznie w marcu. Drużyny ścigają się na rowerach górskich, biegają na czas, spływają na kajakach oraz konkurują w biegu na orientację. Prawdziwa idea zawodów skupia się wokół odkrywania, dzielenia się oraz wzajemnego poszanowania idąc w parze z pokonywaniem własnych słabości. W czasie trwania sześciodniowego rajdu zawodnicy doświadczają - poza samo wyzwaniem i wysiłkiem fizycznym - specyficznego rodzaju kontaktu z przyrodą i przeżywają niezwykłe momenty z miejscową ludnością.
Więcej o rajdzie Transmarocaine.

fot. www.runniginspired.co.uk

czwartek, 24 marca 2011

Nauka Arabskiego - czyli wszystko ma swój czas....

marhaban, ahlan ła-sahlan - witajcie

Od wielu lat interesuję się ARABSKIM i wielokrotnie sama podejmowałam naukę tego języka, grzęznąc niestety w zawiłościach pisowni i gramatyki. Zawsze brakowało mi czasu i możliwości zapisania się na kurs językowy, który pozwoliłby mi usystematyzować i przyswoić pod okiem doświadczonego lektora wszelkie niuanse szczególnie trudnej nauki czytania i pisania po arabsku.

Na szczęście świat idzie do przodu, wiele się zmienia i czas i odległość przestają mieć tak wielki wpływ na możliwości. Mamy XXI wiek i internet, mamy szkoły, kursy on-line i teraz trudno znaleźć wymówkę by nie rozpoczynać nauki.

Wszystkim zainteresowanym poznaniem tak orientalnych języków jak arabski, perski, chiński, japoński czy hindi z całym sercem polecam centrum językowe JĘZYKI AZJI. Sprawdziłam i to działa.... łączysz się on-line ze specjalną platformą do konferencji i już możesz w pełni uczestniczyć w kursie. Słyszysz, mówisz, pytasz, odpowiadasz, piszesz i czytasz z tablicy - po prostu REWELACJA. Jeśli dodać do tego profesjonalnych i doświadczonych lektorów to przy dodatkowym nakładzie pracy własnej w domu - sukces gwarantowany.
I tak nie wychodząc z domu możesz przyswoić sobie kolejny język o którym do tej pory tylko marzyłeś.

Wszystko ma swój czas.... teraz jest mój czas języka arabskiego :-)

إلى اللِقَاءِ [ilá ăl-liqā’] - Do zobaczenia!   






sobota, 19 marca 2011

oczy szeroko... zamknięte - czyli religii jedność w wielości...

Nie wiem czy wielu jest takich ludzi jak ja, poszukujących swojej własnej duchowej drogi, jednak nie odnajdujących jej konkretnie w żadnej z religii. Znajomy katecheta bardzo trafnie porównał to do ubierania różnego koloru butów.... gdzie każdy kolor nadany jest przez ludzi i to na dopasowaniu kolorów obu butów skupia się większość osób.... gdy tymczasem ważniejsza od koloru, czy też od faktury a nawet od wygody noszenia jest stopa, która but wypełnia.... ona przecież nawet pozostawiona bosa nadal będzie podążać przed siebie, do końca dni.... a to czy kierunek jest dobry czy zły nie zależy przecież od butów....
Religie same w sobie powinny, niczym buty, być narzędziem i środkiem ale nigdy celem samym w sobie. Prowadzić do oświecenia i objawienia raczej niż ostatecznie oświecać i objawiać. Niestety wydaje mi się, że zbyt często to one właśnie stają się przedmiotem kultu wypaczając głęboką ideę rozwoju duchowego.
W swoich poszukiwaniach zawsze starałam się szukać filozofii nie posiadających żadnych sprecyzowanych doktryn, żadnych teologicznych wywodów, hermetycznych nakazów czy też zakazów.... a raczej szukam drogi by jedność rzeczywistości tworzyła mozaika uniwersalnych mądrości, zgodnych z przekazem wspólnego duchowego dziedzictwa ludzkości....
Dobro, otwartość, współczucie, kreatywność i najważniejsza z mądrości - miłość.... "Wiele ścieżek wiedzie na górę ale szczyt jest tylko jeden: miłość...". Ponadczasowe ideały, podstawowe prawdy odwiecznie nas łączą.... po co więc "na siłę" dzielić się w imię dogmatów i ludzkich interpretacji uniwersalnych prawd, mając możliwość wyboru podążania w jednym kierunku.
"Pozwól nam rozpoznać Cię we wszystkich Twoich kształtach i świętych imionach: jako Ramę, jako Krisznę, jako Sziwę i Buddę. Pozwól nam poznać Cię jako Abrahama, Salomona, Zaratrustrę, Jezusa, Mahometa i pod wieloma innymi imionami i postaciami, znanymi ludziom i nieznanymi" - tak wyraża swoje dążenie do najwyższej mądrości jeden z sufickich mistrzów Hazrat Inayat Khan.
Wszyscy przychodzimy na świat niczym biała karta, z jednakową zdolnością wewnętrznego rozwoju, jednak to rodzice i środowisko do którego "trafiamy" czyni nas chrześcijanami, żydami, muzułmanami, buddystami, przedstawicielami innych szlachetnych religii czy też ateistami. W procesie dojrzewania wielu traci zdolność samodzielnego postrzegania przysłoniętą nawarstwiającymi się uprzedzeniami, ideałami, wyuczonymi poglądami czy obrzędami. Niczym zasłona potrafią odgrodzić one od otwartego postrzegania świata i innych ludzi i skutecznie oślepić na jedność dobra i prawdy. Niezależnie ile wiedzy uda nam się przyswoić - jeśli nie potrafimy przyznać przed sobą, że tak naprawdę nadal NIC nie wiemy - wszystko co osiągniemy jest "niczym wiatr w naszych dłoniach".

W swoich duchowych poszukiwaniach dawno temu zainteresowałam się Sufizmem, który wydaje się, że istniał od zawsze. Jako mistyczny przekaz podstawowych wartości możemy odnaleźć go tak w filozofii staroegipskiej, hinduistycznej, w wierzeniach starożytnej Grecji, buddyzmie czy też we wczesnym chrześcijaństwie. Pod różnymi nazwami, pod przybraniem różnych form i metod odnajdujemy go jako uwolnienie się od przywiązań do pragnień, próżności, umiłowania sławy, władzy czy bogactwa. Uwolnienie od iluzji, którymi wypełniamy nasze życia, gdyż nawet zbyt wielkie poświęcanie się ascezie czy oddawanie obrzędom może być poważną przeszkodą w rozwoju wewnętrznym. Sufi powinien być w świecie ale nie należeć do świata, powinien być religijny ale nie należeć do religii.

Sufizm w swojej obecnej formie jest najczęściej definiowany jako mistyczny ruch islamski, którego początki przypisywane są samemu Mahometowi. Zgodnie z tym poglądem prorok inicjował swojego zięcia Alego w tajemną naukę i praktyki przewyższające wszelką formalną religię. On zaś z kolei wprowadził w te nauki swoich uczniów i tak rozpoczęła się trwająca do dziś mistyczna "ścieżka duchowa" kontynuowana przez wiele ośrodków i szkół, których nazwy wywodzą się zazwyczaj od ich założycieli. Mamy więc bractwa takie jak Chishtijah, Shaddhilija, Sadilija, Kadirijja. Mówimy o sufizmie perskim, arabskim, tureckim, indyjskim, północno-afrykańskim czy też hiszpańskim. W publicystycznym ujęciu sufizm jest islamem liberalnym, postępowym, ekumenicznym i przeciwstawiany jest wstecznemu, fundamentalnemu, ortodoksyjnemu i radykalnemu. Język przekazu jest w sufizmie bardzo symboliczny i metaforyczny. Sufi nazywani byli często fakirami (z arabskiego - biedakami) lub derwiszami (z perskiego darwaze - nędzarz pukający do drzwi), ich nazwę bierze się również z arabskiego słowa suf - które oznacza wełnę, gdyż w dawnych czasach sufi odznaczali się tym, że nosili skromne wełniane kaftany.

W Maroko sufizm jest najpopularniejszym nurtem islamu. Sięga on korzeniami czasów niewolnictwa z terenów subsaharyjskich, przesiąknięty jest mistycyzmem afrykańskim. Młodych ludzi pociąga on ze względu na tolerancję i odrzucenie fanatyzmu religijnego. Najbardziej popularnym bractwem sufi w Maroku jest Gnawa. Tą samą nazwę nosi muzyka - jednak odnosi się ona nie tylko do sufich ale również do ludzi praktykujących rytuały uzdrawiania oparte na przedislamskich afrykańskich obrzędach animistycznych.

Niestety od kilku lat na świecie zapanowała swoista moda na sufizm, którą nawet można określić mianem "sufimanii". Ma na to wpływ coraz większa popularność literatury poradnikowej i traktuje się często sufizm jako formę samorealizacji - okrawając go z religijnych korzeni i etycznego wymiaru. Wielu sławnych pisarzy, m.in. jak Cohelo szukało inspiracji w tym nurcie filozoficznym wtapiając jego istotę w swoją twórczość. Napisałam "niestety" bo komercjalizowanie zazwyczaj spłaszcza  i  upraszcza. Moda na samorealizację która pojawiła się wśród kadry kierowniczej  dużych korporacji a oparta na odnajdowaniu "siebie" poprzez praktyki np: huny o mały włos nie znalazła się w ramówce Jerrego Springera.Według jej zasad wiedza ta może być przekazana wyłącznie osobom, które duchowo dojrzały i przez lata były  na przyjęcie tej wiedzy przygotowywane. Dokładnie tak samo jest z poszukiwaniem własnej drogi do wiary, nie znajdziemy jej pod kamieniem przy naszym domu - musimy "przemierzyć" świat aby ją odnaleźć, choćby byłby to świat naszego wnętrza - jak pisał Rumi:
" ...szukaj źródła w sobie..."
Jakże miło było nam usłyszeć słowa wspomnianego katechety, który swym otwartym umysłem przypomniał nam przypowieść Rumiego o postrzeganiu świata, religii i samego Boga. Mówi ona o ciemnym pokoju, w którym postawiono słonia. Osoby odwiedzające to pomieszczenie stały ciasno obok siebie bez możliwości przesunięcia się. Nic nie widziały więc opinie o kształcie obiektu mogły wydać wyłącznie na podstawie dotknięcia jednego małego fragmentu. Po wyjściu każdy był przekonany, że słoń wygląda inaczej. Dla jednych był płaski niczym wachlarz (ucho), dla drugich niby kolumna (noga), inni porównywali go do rynny (trąba) a kolejny widział w nim tron (kark słonia). Blask świecy rozwiałby wszelkie wątpliwości. Według tej przypowieści dopóki nie spojrzymy na świat "okiem"- czyli postrzeganiem wewnętrznym - nie ujrzymy całości, gdyż  poleganie wyłącznie na dotyku "dłonią"  - czyli na postrzeganiu zmysłowym - ogranicza nasze możliwości poznania.
Otwórzmy szeroko oczy i patrzmy....
..."Jestem wodą dla uszu spragnionych ludzi, docieram do nich niczym deszcz  z nieba...
Zerwij się, okaż poruszenie.
Plusk wody, tyś spragniony - a tu śpisz?!"

Więcej o dziełach Rumiego po polsku, trochę więcej o sufizmie i Marokańskim Festiwalu Sufizmu w Fezie.


środa, 16 marca 2011

wśród dzielnych podróżników "Trzeciego Wieku" - czyli jak odkrywaliśmy "Skarby Maroka"

Deszczowo-wietrzna pogoda nie odstraszyła dużej grupy miłośników podróży zrzeszonej w Gdyńskim Klubie Podróżnika OM PTTK, którzy z wielką uwagą wraz z nami odkrywali "Skarby Maroka". Na wstępie w ramach "rozkręcenia atmosfery" przeprowadziliśmy mały quiz, w którym nagrodami były przewodniki turystyczne po słynnych miastach Europy. Gratulujemy wiedzy wszystkim szczęśliwcom, którzy je wygrali.  Dziękujemy wszystkim uczestnikom spotkania za żywą reakcję na nasz pokaz oraz za wiele dodatkowych pytań wykazujących zainteresowanie tematem.
Szczególne podziękowania należą się jednej z uczestniczek, która bez zastanowienia odstąpiła wygrany przewodnik po Londynie pani, której wielkim marzeniem jest właśnie podróż do tego miasta. Ten spontaniczny i szczery gest sprawił, że pani wahająca się wcześniej "czy powinnam" i "że chyba już mi się to w życiu nie uda bo mój czas podróży minął" w jednej chwili zdecydowała - "no teraz to już nie mam wymówki.... po prostu MUSZĘ TAM POJECHAĆ". Takie momenty zawsze bardzo mnie wzruszają ;-)

Jeszcze raz bardzo dziękujemy za przybycie i mam nadzieję, że.... do zobaczenia na marokańskim szlaku


niedziela, 13 marca 2011

kilka słów o Akwarium Gdyńskim ...

... a właściwie o Klubie Podróżników Akwarium Gdyńskiego.
Czwartkowe popołudnie, zima powolutku znika i zabiera ze sobą resztki śniegu choć nadal w powietrzu czuć chłód - zwłaszcza przy nadmorskim falochronie, przy którym mieści się Akwarium Gdyńskie. Weszliśmy do pięknej, nowoczesnej sali kinowej, w którym miał odbyć się pokaz. Przywitał nas gospodarz  Klubu Podróżników AG i sprawnie przeprowadził przez pułapki techniczne podłączając arabską ścieżkę dźwiękową, która miała umilić pokaz.
Przyjaciele Klubu nie zawiedli, sala wypełniła się. Mieliśmy dla naszych gości małą niespodziankę. Dzięki uprzejmości naszych darczyńców mogliśmy zorganizować mini-quiz z pytaniami dotyczącymi tematu pokazu. Nagrodami za prawidłowe odpowiedzi były przewodniki.
Bardzo ucieszyło nas żywe reagowanie na prezentowane zdjęcia, pytania płynące z widowni oraz trafne i błyskotliwe komentarze.
W imieniu stowarzyszenia ADP dziękujemy za możliwość podzielenia się naszymi refleksjami a wszystkim, którzy przybyli na spotkanie tego dnia dziękujemy za cierpliwość  ;)
Wszystkich zainteresowanych wydarzeniami AG, edukacją morską i samym Akwarium odsyłamy tutaj:
Akwarium Gdyńskie - wydarzenia.




piątek, 4 marca 2011

"Perły Maghrebu" oraz "Odkrywamy skarby Maroka" czyli aktualności "Africae Deserta Project"

"AFRICAE DESERTA PROJECT" to założone przez nas w listopadzie 2010 roku Stowarzyszenie Współpracy Polsko - Marokańskiej. Poza oczywistą - oczywistością wynikającą z nazwy zajmuje się ono nawiązywaniemi i pogłębianiem kontaktów polsko - marokańskich, promowaniem kultury berberyjskiej i nomadzkiej, ochroną dóbr kultury oraz środowiska naturalnego - szczególnie terenów subsaharyjskich oraz kreaowaniem postaw pro-ekologicznych i pomocą najuboższym.


W Polsce dotychczas działania dotyczyły projektów związanych głównie z promowaniem kultury poprzez Warsztaty Kultury Marokańskiej oraz pokazy zdjęć i prelekcje.

Najbliższe spotkania zorganizowane przez Stowarzyszenie "AFRICAE DESERTA PROJECT" to dwa pokazy zdjęć wraz z prelekcjami, które przypadkowo zbiegły się w czasie i ułożyły się w ciąg tematyczny, "otwierając i zamykając", odbywające się w dniach 11-13.03.2011 pokazy finału konkursu o nagrodę podróżniczą KOLOSY 2010.
I tak są to :

w dniu 10.03.2011 o godz. 18.00 w sali kinowej Akwarium Gdyńskiego w ramach spotkań Klubu Podróżników Akwarium Gdyńskiego pokaz pod tytułem:


"PERŁY MAGHREBU - czyli AFRYKA PÓŁNOCNA NIE TYLKO DLA ODWAŻNYCH"W chwili gdy w krajach północnej Afryki aż wrze a jej mieszkańcy myślą jedynie o zmianach my postaramy się przenieść w miejsca, które pozostają nie zmienne od tysięcy lat. Z dala od rewolucji są miejsca i ludzie tak magiczni jak baśnie tysiąca i jednej nocy.
Maghreb to nazwa zachodniej części Afryki Północnej a jej największe perły to Maroko i Tunezja. Chcielibyśmy zabrać Was daleko od ośrodków turystycznych i pokazać wszystko to czego nie widać w folderach.
Wspólnie odwiedzimy górskie oazy i wioskę, której mieszkańcy wciąż mieszkają głęboko pod ziemią. Przejedziemy przez słone jezioro, w którym bez śladu znikały całe karawany. Wejdziemy przez bramy świętego miasta nie dostępnego dla nas jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wspólnie przemierzymy wąskie uliczki „czerwonego miasta”, odkryjemy największy marokański skarb, staniemy się sąsiadami króla i wraz z nomadami spojrzymy na Algierię z najwyższej wydmy tej części Sahary. 


i drugie spotkanie, które odbędzie się 14.03.2011 o godz. 17 w ramach Gdyńskiego Klubu Podróżnika OM PTTK i cyklu "Moje Podróże..." i zatytułowane będzie: 


"ODKRYWAMY SKARBY MAROKA" - gdzie podczas spotkania wspólnie odbędziemy niesamowitą podróż po południowym Maroku, przeniesiemy się w świat egzotycznych zapachów, wirujących dźwięków, nasyconych kolorów i orientalnych smaków. Z nami zanurzycie się w uliczkach starej mediny Marakeszu, przejedziecie przez zaśnieżone góry Atlas, zawitacie w namiocie Nomadów  spojrzycie na Saharę ze szczytu najwyższej wydmy Ergu Chigaga i zanurzycie stopy w wodach oceanu. Spotkacie niestrudzone "okręty pustyni" i włochate kozy na drzewach arganii. Poznacie czym jest "złoto Maroka", czemu 5 to magiczna liczba i gdzie skrywa się raj na ziemi. O spotkaniu można przeczytać w Gdyńskim Ratuszu 
Miejsce spotkania: siedziba Gdyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, ul. 3 Maja 27/31 (w sali Morskiej)


WSZYSTKICH BARDZO SERDECZNIE ZAPRASZAMY 

niedziela, 27 lutego 2011

"bo życie to magia" - czyli gdzie szukam inspiracji...

"...Jedynymi osobami, z którymi powinieneś wyrównać rachunki  są ci, którzy ci pomogli.."
                                                                John E. Southard


W niedzielny, mroźny poranek, kiedy dogasał kominek i koty zaczęły zagęszczać leniwą atmosferę swoim "potrzaskiwaniem" chcąc wzbudzić nasze zaspane serca tym samym żądając śniadaniowej porcji karmy ( w końcu mogły być głodne bo całą noc nie jadły), kiedy już po domu rozszedł się zapach parzonej kawy z plantacji fair trade a w telewizorze pojawiły się nieznośne "wrzaski" rodem z disney channel - podniosłam ekran laptopa by sprawdzić pocztę.
Dostałam pomarańczowego nagietka z promieniem słońca !!! W środku zimy, najlepszy, najmilszy sercu, powodując tym samym, że pojawiło się w nim na nowo lato. Na nowo zagościło ciepło. Nagroda wielka, nie do przecenienia, tym bardziej wartościowa, że otrzymana za nasze marzenia. A przecież jak pisał James Allen:
"... marzyciele są zbawcami świata..."
Sprawczynią wspaniałego poranka i zarazem wyróżniającą nasze skromne teksty jest Mama Ammara, autorka przecudnej natury bloga Jordania Okiem Polki, której z całego serca dziękujemy, że zechciała zauważyć nas wśród niezliczonej ilości wspaniałych blogerów. Odwdzięczylibyśmy się mega-wyróżnieniem z radością gdyby nie fakt, że rewanżować się w ten sposób nie wolno - dodam tylko, że nic nie zakłóci twej ugruntowanej pozycji w czołówce...

Sunshine Awards rządzi się swoimi prawami. Zasady jej wymagają aby wyróżniony:
1. Podziękował za wyróżnienie.
2. Umieścił u siebie link do bloga osoby, która cię wyróżniła.
3. Umieścił u siebie logo wyróżnień.
4. Przekazał nagrodę do 10 blogów.
5. Umieścił linki do tych blogów.
6. Powiadomił o tym nominowane osoby.
7. Stworzył listę rzeczy, które czynią go szczęśliwą

Postanowiłam, że moje wyróżnienia powędrują do osób, które nadają sens życiu i są dla mnie inspiracją - kolejność jest zupełnie przypadkowa acz nie pozbawiona logicznego sensu ;)
Zatem, mając na uwadze, że zbliża się gala oscarowa po odbiór wyróżnień poproszę lub raczej zgodnie z tradycją - the winners are:
Kiedyś, dawno temu wysłałam maila do dziewczyny, która wędrowała po Indiach. Samotnie, autostopem przemierzała "Incredible India" a ja zafascynowana jej opowieściami o pustyni, nomadach, Maroku czytałam jej wpis: "Bo życie to magia" na blogu Yakooseska. Później Beatę poznałam osobiście i do dnia dzisiejszego jej życie to dla mnie nieustająca inspiracja.
Bliska sercu i blisko miejsca, gdzie wędrują nasze serca jest Monika, która z Maroka a szczególnie z Marakeszu przybliża swoimi wpisami na Marakeszpopolsku najpiękniejszą perełkę Maghrebu
Za możliwość podglądania kraju Saudów, za bycie "naszymi oczami", za możliwość poznania kultury i zwyczajów -  z podziękowaniem dla Umm Latify i jej Arabii Saudyjskiej.
Specjalne wyróżnienie dla Ani, która wierzy w kobiecą siłę, pomaga tym, które się czasem poddają oraz za jej niestrudzone wysiłki niesione tym, którzy stracili już nadzieję. O "artystycznej stronie kobiecej duszy" w ArteMaroko.
Wcale nie przekornie ;) za wieczną podróż w czasie i przestrzeni oraz piękne ich opisywanie dla Uli z W drodze...
Z moją największą miłością do kraju faraonów, którą to od młodości obdarzam nieustannie Misr - dlatego właśnie to wyróżnienie kieruję do Ani z Kronik Egipskich.
Za inspiracje kulinarne:
oraz możliwość zagłębiania się w tajniki kuchni arabskiej ponownie dla Umm Latify prowadzącej blog o kuchni arabskiej z polską nutą.
i za rozbudzenie moich zapędów do upieczenia własnego bochenka chleba, a później kolejnych oraz za to, że mogę karmić mój własny baby-zakwas, wyróżnienie kieruję do Liski i jej Białego Talerzyka pełnego pysznych dań.
Za pogłębianie naszej wiedzy o Maroku, za wspólne zainteresowania i fascynację zimnym krajem gorącego słońca pragnę wyróżnić dwa blogi :
Z Maroka i jego autorkę Anę,
Moje Maroko Moje Życie  i piszącą w nim Alchemiczkę.
Z całą pewnością 10 to za mało ale zasady to zasady. Zabraknie tutaj wielu bliskich nam blogów opisujących świat fotografią, żartem, podróżą i samym sobą.

I na koniec lista "rzeczy", które czynią mnie szczęśliwą i nie ma na niej ani jednej rzeczy gdyż według mnie szczęście ukrywa się raczej w stanie ducha i emocjach niż w materialnych przejawach rzeczywistości,
tak więc są to:
- miłość moich najbliższych a w szczególności moich dziewczynek, obserwowanie ich codziennych zmagań z dorastaniem i dojrzewaniem (pomimo, że często wyjątkowo bolesnych i trudnych),
- proste uczucie szczęścia wywołanego kontaktem ze zwierzakami, ich zaufanie i czułości, twarz wtulona w mięciutkie futerko to od zawsze jedno z najwspanialszych dla mnie doznań,
- zaufanie ze strony najbliższych, tworzenie i proste kontemplowanie bliskości, zwykłe codzienne zajęcia, które tworzą barwną mozaikę naszego życia, działanie i współdziałanie w gronie przyjaciół,
- realizacja marzeń, mimo, że czasem tak nierealnych i zwariowanych,
- kontakt z przyrodą, bieganie boso po trawie, przesypywanie piasku przez palce, oglądanie kolorowych kwiatów w moim ogrodzie, słuchanie szumu drzew i śpiewu ptaków, podziwianie wspaniałych widoków, wdychanie rześkiego górskiego powietrza, dyndanie nogami na kolejce linowej ;-)
- tak w ogóle chyba najbardziej wyjątkowe szczęście sprawia mi proste sprawianie szczęścia innym - podobno to rodzaj ułomności ale wcale nie zamierzam z nią walczyć ;-)


No to czas powiadomić wyróżnione :-)


wtorek, 22 lutego 2011

"nie poddam się demagogii..." - czyli marokańskie wichry "arabskiej rewolucji"

W lipcu tego roku minie 12 lat od przejęcia tronu przez Mohammada VI - króla Maroka. W czasie jego kadencji Maroko z będącego w zapaści gospodarczej, biednego i zapomnianego przez świat kraju przeistoczyło się w jedno z najbardziej prężnie rozwijających się gospodarczo afrykańskich państw, sukcesywnie utrwalając swoją pozycję lidera przemian ekonomicznych i rozwoju społecznego w regionie. Jako dziedziczna monarchia konstytucyjna Maroko w uznawanych i szanowanych wartościach odwołuje się tak do religii jak i do demokracji, kształtując coraz bardziej idee liberalnego ustroju, jak również za sprawą podejścia Króla Mohammada VI zrywając ostatecznie z tradycją autorytarnej władzy - jaka miała miejsce za rządów jego ojca Hassana II. Dzięki zamierzeniom i postawie króla Maroko jest przykładem szerokich reform pro-społecznych i oficjalnych dążeń do wprowadzenia demokracji. Już w 1999 odbyły się pierwsze wolne wybory a w 2002 miały miejsce kolejne wsparte przez równy dostęp do mediów dla wszystkich startujących w wyborach partii. To Muhammad VI jako pierwszy przeprowadził ogólnospołeczną kampanię edukacyjną skierowaną do wyborców a dzięki jego bezprecedensowej w świecie arabskim decyzji 10% z 325 miejsc w parlamencie przypadło kobietom. Przewodził również rewolucyjnym zmianom w kodeksie rodzinnym - nadając kobietom po raz pierwszy w historii kraju szereg praw osobistych i majątkowych, co uczyniło Maroko jednym z najbardziej postępowych krajów arabskich. Od 1999 w Maroku sukcesywnie i powoli tworzą się zalążki prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego a dzieje się to dzięki dążeniom Mohammada VI do decentralizowania administracji i konsekwentnej polityce otwartości na zmiany. Ale tak jak wszędzie zmiany nie dokonują się od razu, potrzeba do tego czasu. Dla wielu jednak dzieje się to zbyt wolno. Na fali "arabskiej rewolucji" poczuli podmuch wiatru w żaglach i zdecydowali się przejąć inicjatywę....

W niedzielę 20 lutego na wezwanie stworzonego na portalu społecznościowym "Ruchu na rzecz zmian 20 lutego" około 20 tysięcy ludzi w wielu miastach Maroka wyszło na ulicę by wyrazić swoje niezadowolenie.
W odniesieniu do planowanych zgromadzeń Król odnosił się z wyraźnym dystansem. Pomimo obaw i niepewności co do rozwoju sytuacji zezwolił na pokojowe protesty wierząc, że to jedna z form demokratycznego państwa, które szanuje nastroje społeczne i poglądy jego obywateli. Protestujący Marokańczycy żądają szybkich reform w szczególności aparatu rządzącego, uchwalenia zmian w konstytucji, oddania części władzy przez  króla.

Przywódcą grupy jest bezrobotny technik komputerowy Oussam El Khalifi potwierdzający, że celem protestu nie jest osoba Króla ale raczej ułomny i skostniały system. Wśród demonstrujących w Rabacie, stolicy Maroka, słychać było hasła żądające "prawdziwego rządu, prawdziwego parlamentu, prawdziwego sądownictwa", często powtarzany był zwrot "stop social apartheid" nawołujący do wyrównania szans społecznych ale również potępiający bezrobocie, korupcję, oraz utrudniony dostęp do edukacji. Mają nadzieje, że ich wystąpienia pchną kraj w dobrym kierunku i nadadzą ton szybkim zmianom, które ich zdaniem są nieuniknione do w pełni demokratycznego funkcjonowania państwa w XXI w.

"Ludzie chcą by ich politycy byli rozliczani i chcą mieć możliwość wyboru swoich przedstawicieli" - powiedział popierający wystąpienia protestujących książe Moulay Hicham Alaoui, kuzyn króla Maroka, w swoim wywiadzie dla kanału France 24 - "Maroko nie jest wyjątkiem. Mamy silne aktywa w postaci tolerancji pomiędzy strefą polityczną i centrum, którym jest monarchia, uzasadniona i kulturalnie utwierdzona."

Minister spraw wewnętrznych Taib Cherkaoui potwierdził, że około 120 osób manifestujących zostało zatrzymanych w związku z protestami. W Al Hocaima próba obrabowania banku dla 5 osób skończyła się tragicznie, gdyż zginęli w pożarze wznieconym przez uczestników demonstracji. W Marakeszu natomiast grupa kilkunastu osób podążających wzdłuż ulicy Mohammada V dopuściła się dewastacji kilku witryn sklepowych i restauracyjnych w tym położonej w centrum Ville Nouvelle restauracji McDonald's.

Stałe dążenie do demokracji zapoczątkowane przez rządy Mohammada VI musi teraz nabrać szybkości, wskoczyć na wyższy poziom utwierdzając tym samym ludzi w kreowaniu pozytywnych zmian. Uczestnicy manifestacji deklarują kontynuowanie protestów aż do skutku, mając nadzieję, że ich determinacja wywoła odpowiedni nacisk na wszystkie osoby odpowiedzialne za budowanie systemu politycznego. Komentatorzy potwierdzają, że żądania reform konstytucyjnych były żywe przez wiele ostatnich dziesięcioleci ale dopiero teraz, po raz pierwszy w historii Maroka, mają tak znamienity oddźwięk społeczny i są popierane przez tak szerokie gremium Marokańczyków od całkowicie apolitycznej młodzieży poprzez lewicujące grupy Islamskich radykałów aż po berberyjską grupę Amazigh.

W dzień po fali protestów Mohammed VI podczas ceremonii mianowania członków Komitetu Doradczego Rady Społeczno-Gospodarczej powiedział, że nie podda się demagogii i potwierdził swoją wolę dokonania nieodwracalnych i trwałych reform jednak równocześnie położył nacisk na zachowaniu indywidualnego "wzoru Marokańskiego" w ich realizacji. "Musimy stale dążyć do zapewnienia, że założenie sprawnej demokracji idzie w parze z zasadą zrównoważonego człowieczeństwa" - powiedział zwracając się do 100 nowo-mianowanych członków komitetu. Potwierdził, że w działaniach nie zamierza kierować się improwizacją i demagogią nie dających się spełnić obietnic a oprzeć je raczej na trwałym dążeniu do wypracowania własnego modelu demokracji i rozwoju.

Osobiście wierzę, że mu się to uda, gdyż już nie raz dowiódł trafności swoich ocen i działań. Byle tylko starczyło cierpliwości protestującym..... i pokojowe manifestacje ku demokracji nie przekształciły się w krwawe zamieszki przeciw władzy. Bo mimo, że wszystkim wiadomo jak Marokańczycy kochają swojego Króla wiadomo też, że od miłości do nienawiści... tylko jeden krok...




(inspirowane przez: reuters.com oraz http://www.globalpost.com/dispatch/morocco/110221/king-mohammed-vi-protest?page=0,1)

środa, 16 lutego 2011

dlaczego Maroko ? - czyli nieznośna lekkość bytu...

Motywem przewodnim tego postu jest proste pytanie: "dlaczego?".

Ktoś po raz kilku-setny zapytał ostatnio: "Dlaczego chcecie jechać do Maroka... przecież to kraj arabski...?"
Ktoś inny dodał: "Dlaczego akurat Maroko, przecież jest tyle innych przyjemniejszych miejsc na świecie, tam się tyle dzieje złego?"
Ktoś głośno się zastanawiał: "Nie rozumiem, dlaczego decydujecie się porzucić opływającą w dobrobyt Unię Europejską i skazać na egzystencję w "kraju trzeciego świata"?
A inny ktoś starał się nawet przekonać: "Dlaczego nie zostać w Polsce, przecież tu też można znaleźć sobie ciekawe zajęcie?"

Od kilku a nawet kilkunastu miesięcy wszędzie, na każdym kroku towarzyszy nam ten niesamowity pytajnik. I choć na początku starałam się tłumaczyć, rzeczowo odpowiadać, ukazywać naszą filozofię i obalać mity, teraz zaczynam odpuszczać. Widzę, że pytanie "dlaczego" z góry w większości przypadków jest retoryczne.... pytający nie potrafią (a czasem może nawet nie chcą) przyjąć naszych racji ani zrozumieć odmiennych zainteresowań. Wielu nasze plany traktuje conajmniej jak plany lotu w kosmos - z którego możemy nie wrócić. Niektórzy, pomimo wspierania ze strachem przestrzegają nas przed czarną dziurą, która może nas wchłonąć. Proszą o ponowne przemyślenie nierozsądnej ich zdaniem decyzji.

A my.... wbrew powszechnej logice i uprzedzeniom, chyba poprostu uwielbiamy komplikowanie sobie życia, jego lekkość jest dla nas nie do zniesienia. Lubimy wyzwania, nowe sytuacje i to jest dla nas motorem do działania. Chcemy brać życie garściami i rzucać się na głęboką wodę. Wycisnąć z życia każdą kroplę a nie dać mu przepłynąć między palcami.... ale przede wszystkim podążać za sercem.
Czy gdyby Kolumb słuchał sceptycznych wypowiedzi - odkryłby Amerykę? Czy też gdyby Marco Polo przestraszył się pomocnych doradców wybrałby się w daleką podróż do Chin. 
Marzenia nie mogą być tylko realne - bo gdyby takie były to nazywano by je raczej planami z nieokreślonym terminem wykonania.


"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował
tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś,

Więc odwiąż liny i opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj, śnij, odkrywaj...."  M.Twain

wtorek, 15 lutego 2011

święto ... szaleńców ;)

Jest taki dzień w roku, który kiedyś całkowicie nas obchodził... i to dużym łukiem nas obchodził. Nikt o nim nie wiedział i wszyscy byli szczęśliwi. Nikt nie potrzebował komercyjnej szopki w postaci miliona czerwonych serc, czerwonych lizaków w kształcie serc i czerwonych karteczek z sercami... czerwonymi, oczywiście. Nie dość tego wyczytałem, że to takie uzupełnienie mające na celu wypełnić pustkę i zastój handlowy pomiędzy dwoma wielkimi świętami. No to chyba już lekka przesada.

"... miłość jest czymś najmocniejszym na świecie, a jednak nie można wyobrazić sobie nic bardziej skromnego..."
                                                     Mohandas Karamchand Gandhi


Kiedyś nikt nikomu nie musiał przypominać, że ktoś do kogoś coś tam czuje. W dobie niby-pędu życia cywilizacji następuje próba wykpienia się karteczką i załatwienia wszystkich sercowych spraw jednego dnia. O, nie! takie all-in-one. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i trudniejsza.
Chciałem bardzo mocno, tak z całego serca i szczerze wytłumaczyć moim córkom na przykładzie ich rodziców, że uczucie buduje się czasem a cementuje drobnostkami codzienności a nie jednym gestem w roku. Chciałem pokazać, że o wiele trudniej jest ... no właśnie, jak widać zawsze idziemy na łatwiznę.
Potem padamy ofiarą własnoręcznie wyprodukowanych piernikowych serc udekorowanych kolorowym lukrem. Dostałem taki piernik. Ucieszyłem się. Odwdzięczę się na pewno jakimś miłym gestem ale z pewnością nie zrobię tego 14 lutego ;)



ps. dziewczynki nie zapomniały o swoich koleżankach na wypadek gdyby ktoś o nich nie pamiętał...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...