sobota, 19 marca 2011

oczy szeroko... zamknięte - czyli religii jedność w wielości...

Nie wiem czy wielu jest takich ludzi jak ja, poszukujących swojej własnej duchowej drogi, jednak nie odnajdujących jej konkretnie w żadnej z religii. Znajomy katecheta bardzo trafnie porównał to do ubierania różnego koloru butów.... gdzie każdy kolor nadany jest przez ludzi i to na dopasowaniu kolorów obu butów skupia się większość osób.... gdy tymczasem ważniejsza od koloru, czy też od faktury a nawet od wygody noszenia jest stopa, która but wypełnia.... ona przecież nawet pozostawiona bosa nadal będzie podążać przed siebie, do końca dni.... a to czy kierunek jest dobry czy zły nie zależy przecież od butów....
Religie same w sobie powinny, niczym buty, być narzędziem i środkiem ale nigdy celem samym w sobie. Prowadzić do oświecenia i objawienia raczej niż ostatecznie oświecać i objawiać. Niestety wydaje mi się, że zbyt często to one właśnie stają się przedmiotem kultu wypaczając głęboką ideę rozwoju duchowego.
W swoich poszukiwaniach zawsze starałam się szukać filozofii nie posiadających żadnych sprecyzowanych doktryn, żadnych teologicznych wywodów, hermetycznych nakazów czy też zakazów.... a raczej szukam drogi by jedność rzeczywistości tworzyła mozaika uniwersalnych mądrości, zgodnych z przekazem wspólnego duchowego dziedzictwa ludzkości....
Dobro, otwartość, współczucie, kreatywność i najważniejsza z mądrości - miłość.... "Wiele ścieżek wiedzie na górę ale szczyt jest tylko jeden: miłość...". Ponadczasowe ideały, podstawowe prawdy odwiecznie nas łączą.... po co więc "na siłę" dzielić się w imię dogmatów i ludzkich interpretacji uniwersalnych prawd, mając możliwość wyboru podążania w jednym kierunku.
"Pozwól nam rozpoznać Cię we wszystkich Twoich kształtach i świętych imionach: jako Ramę, jako Krisznę, jako Sziwę i Buddę. Pozwól nam poznać Cię jako Abrahama, Salomona, Zaratrustrę, Jezusa, Mahometa i pod wieloma innymi imionami i postaciami, znanymi ludziom i nieznanymi" - tak wyraża swoje dążenie do najwyższej mądrości jeden z sufickich mistrzów Hazrat Inayat Khan.
Wszyscy przychodzimy na świat niczym biała karta, z jednakową zdolnością wewnętrznego rozwoju, jednak to rodzice i środowisko do którego "trafiamy" czyni nas chrześcijanami, żydami, muzułmanami, buddystami, przedstawicielami innych szlachetnych religii czy też ateistami. W procesie dojrzewania wielu traci zdolność samodzielnego postrzegania przysłoniętą nawarstwiającymi się uprzedzeniami, ideałami, wyuczonymi poglądami czy obrzędami. Niczym zasłona potrafią odgrodzić one od otwartego postrzegania świata i innych ludzi i skutecznie oślepić na jedność dobra i prawdy. Niezależnie ile wiedzy uda nam się przyswoić - jeśli nie potrafimy przyznać przed sobą, że tak naprawdę nadal NIC nie wiemy - wszystko co osiągniemy jest "niczym wiatr w naszych dłoniach".

W swoich duchowych poszukiwaniach dawno temu zainteresowałam się Sufizmem, który wydaje się, że istniał od zawsze. Jako mistyczny przekaz podstawowych wartości możemy odnaleźć go tak w filozofii staroegipskiej, hinduistycznej, w wierzeniach starożytnej Grecji, buddyzmie czy też we wczesnym chrześcijaństwie. Pod różnymi nazwami, pod przybraniem różnych form i metod odnajdujemy go jako uwolnienie się od przywiązań do pragnień, próżności, umiłowania sławy, władzy czy bogactwa. Uwolnienie od iluzji, którymi wypełniamy nasze życia, gdyż nawet zbyt wielkie poświęcanie się ascezie czy oddawanie obrzędom może być poważną przeszkodą w rozwoju wewnętrznym. Sufi powinien być w świecie ale nie należeć do świata, powinien być religijny ale nie należeć do religii.

Sufizm w swojej obecnej formie jest najczęściej definiowany jako mistyczny ruch islamski, którego początki przypisywane są samemu Mahometowi. Zgodnie z tym poglądem prorok inicjował swojego zięcia Alego w tajemną naukę i praktyki przewyższające wszelką formalną religię. On zaś z kolei wprowadził w te nauki swoich uczniów i tak rozpoczęła się trwająca do dziś mistyczna "ścieżka duchowa" kontynuowana przez wiele ośrodków i szkół, których nazwy wywodzą się zazwyczaj od ich założycieli. Mamy więc bractwa takie jak Chishtijah, Shaddhilija, Sadilija, Kadirijja. Mówimy o sufizmie perskim, arabskim, tureckim, indyjskim, północno-afrykańskim czy też hiszpańskim. W publicystycznym ujęciu sufizm jest islamem liberalnym, postępowym, ekumenicznym i przeciwstawiany jest wstecznemu, fundamentalnemu, ortodoksyjnemu i radykalnemu. Język przekazu jest w sufizmie bardzo symboliczny i metaforyczny. Sufi nazywani byli często fakirami (z arabskiego - biedakami) lub derwiszami (z perskiego darwaze - nędzarz pukający do drzwi), ich nazwę bierze się również z arabskiego słowa suf - które oznacza wełnę, gdyż w dawnych czasach sufi odznaczali się tym, że nosili skromne wełniane kaftany.

W Maroko sufizm jest najpopularniejszym nurtem islamu. Sięga on korzeniami czasów niewolnictwa z terenów subsaharyjskich, przesiąknięty jest mistycyzmem afrykańskim. Młodych ludzi pociąga on ze względu na tolerancję i odrzucenie fanatyzmu religijnego. Najbardziej popularnym bractwem sufi w Maroku jest Gnawa. Tą samą nazwę nosi muzyka - jednak odnosi się ona nie tylko do sufich ale również do ludzi praktykujących rytuały uzdrawiania oparte na przedislamskich afrykańskich obrzędach animistycznych.

Niestety od kilku lat na świecie zapanowała swoista moda na sufizm, którą nawet można określić mianem "sufimanii". Ma na to wpływ coraz większa popularność literatury poradnikowej i traktuje się często sufizm jako formę samorealizacji - okrawając go z religijnych korzeni i etycznego wymiaru. Wielu sławnych pisarzy, m.in. jak Cohelo szukało inspiracji w tym nurcie filozoficznym wtapiając jego istotę w swoją twórczość. Napisałam "niestety" bo komercjalizowanie zazwyczaj spłaszcza  i  upraszcza. Moda na samorealizację która pojawiła się wśród kadry kierowniczej  dużych korporacji a oparta na odnajdowaniu "siebie" poprzez praktyki np: huny o mały włos nie znalazła się w ramówce Jerrego Springera.Według jej zasad wiedza ta może być przekazana wyłącznie osobom, które duchowo dojrzały i przez lata były  na przyjęcie tej wiedzy przygotowywane. Dokładnie tak samo jest z poszukiwaniem własnej drogi do wiary, nie znajdziemy jej pod kamieniem przy naszym domu - musimy "przemierzyć" świat aby ją odnaleźć, choćby byłby to świat naszego wnętrza - jak pisał Rumi:
" ...szukaj źródła w sobie..."
Jakże miło było nam usłyszeć słowa wspomnianego katechety, który swym otwartym umysłem przypomniał nam przypowieść Rumiego o postrzeganiu świata, religii i samego Boga. Mówi ona o ciemnym pokoju, w którym postawiono słonia. Osoby odwiedzające to pomieszczenie stały ciasno obok siebie bez możliwości przesunięcia się. Nic nie widziały więc opinie o kształcie obiektu mogły wydać wyłącznie na podstawie dotknięcia jednego małego fragmentu. Po wyjściu każdy był przekonany, że słoń wygląda inaczej. Dla jednych był płaski niczym wachlarz (ucho), dla drugich niby kolumna (noga), inni porównywali go do rynny (trąba) a kolejny widział w nim tron (kark słonia). Blask świecy rozwiałby wszelkie wątpliwości. Według tej przypowieści dopóki nie spojrzymy na świat "okiem"- czyli postrzeganiem wewnętrznym - nie ujrzymy całości, gdyż  poleganie wyłącznie na dotyku "dłonią"  - czyli na postrzeganiu zmysłowym - ogranicza nasze możliwości poznania.
Otwórzmy szeroko oczy i patrzmy....
..."Jestem wodą dla uszu spragnionych ludzi, docieram do nich niczym deszcz  z nieba...
Zerwij się, okaż poruszenie.
Plusk wody, tyś spragniony - a tu śpisz?!"

Więcej o dziełach Rumiego po polsku, trochę więcej o sufizmie i Marokańskim Festiwalu Sufizmu w Fezie.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...